| Kuznar | ||
|
|
||
|
||
|
ICH PRZYJACIEL JEST TRUP
albo ZŁE OKO czyli DYSKRETNY UROK PROLETARIATU © Zuzanna i Tomek 2015+ Wydawnictwo Mass O'Lite |
||
*************************************************************
odcinki 1 do 7 są utajnione przez cenzurę i
milicję do 2037 roku.
odcinek 8 : interludium odcinek 9 : Nowy serial. Terroryści w Płocku i detektyw Eddie. odcinki 10 i 11 zaginęły lub zjadł je kot. odcinek 12 : Bohaterki serialu pojechały do Kolumbii na zaproszenie Mirco, wielkiej światowej gwiazdy. Gdy przybyły, okazało się że Mirco został porwany przez tajemniczych agentów, a następnie podstępnie przechwycony przez bandytę Benito i uprowadzony za morze do Płocka. Bohaterki ruszyły w trop aby uwolnić przyjaciela. odcinek 13 (skradziony) : Benito uciekł, dziewczynki uwolniły Mirka. Odcinek 14 został zeszredowany dla zysku. odcinek 15 : Z powrotem do Kolumbii. Na Amazonce. odcinek 16 : Na statku. Mirco, Zuzanna i Pati. Intrygi bandyty. odcinek 17 : W Bogocie : Mirco, Zuzanna i Pati. Trójkąt gordyjski. Rozprawa o miłości. odcinek 18 został skonfiskowany przez cenzurę, a to co zostało jest w cudzoziemskim psim języku, jakoby ktoś orzechami o ścianę rzucał. odcinek 19 : Zuzanna i Eddie po przyjeździe do Bogoty jadą do jego hacjendy. Dziewczynki szukają bandyty w Bogocie. odcinek 20 został chwilowo wycofany do ponownego rozpatrzenia odcinek 21 : Pod hotelem gdzie mieszkały dziewczynki pojawiło się dwóch bankoludków przebranych za bandytę i blondyna. Porwali Zuzannę aby ją przesłuchać. odcinek 22 : Operacja "Rubin" 11 XI, rzekoma aukcja kamieni szlachetnych, etc. odcinek 23 : Skypowa rozprawa o jedzeniu i innych radościach, na przemian z obrzydzaniem. ************************************************************* Słowo
wstępne
Pierwsze siedem
odcinków
skonfiskowała cenzura i policja. Znajdują się w sejfie w banku PKO w
Płocku, ale kopie są też w podziemiach różnych innych
banków. Właściwie wystarczyłoby się włamać do
któregokolwiek, zabrać worki gdzie dla niepoznaki na
wierzchu
jest dużo banknotów i dostarczyć je do Redakcji.
Autor wydobędzie odcinki na wierzch, sprawdzi czy nic nie brakuje i
odda wam, kochane dzieci, do przeczytania, a pozostałe śmieci sam
uprzątnie.
Godzi się abyście zorganizowały tę akcję, lub nawet całą ich serię, bo
nawet jeśli was złapią, to mogą wam jako nieletnim katolikom skoczyć, a
warto się postarać. Przede wszystkim, jest tam dużo o seksie. Prawie
sam seks bez niepotrzebnych dłużyzn. O miłości też dużo, napisane
językiem prostym i zrozumiałym dla nastolatek. Nie ma nudziarstw z
geografii czy astronomii, gramatyka jest jasna i przejrzysta, a
ortografia nieortodoksyjna.
Odcinki poniżej mają deficyt miłości i seksu, bo już szczegółowo, barwnie i wyczerpująco zostały opisane w brakujących początkach. Można się podkopać lub wziąć zakładników, zhakowac kompy jak która potrafi, schować się i zostać na noc i złapać co pod ręką i wiać, nie zważając na dzwonki i gwizdki; niech młodość wasza rozwinie twórczo skrzydła i nie boi się aparatu ucisku i przemocy, wszystkich tych sędziów, milicjantów i adwokatów, bo i tak kiedyś będziecie rządzić światem i dokonacie serii rozliczeń starego reżimu, jak Władca Much lub Król Maciuś Pierwszy. („zastanów się kauzyperdo trzy razy chyba że niemiła ci starość”).
Młodości, ty nad poziomy wylatuj !
INTERLUDIUM
Odcinek
ósmy
EXCUSE ME, WE'RE TRYING TO JUMP THE SHARK OVER HERE !
Pticyn wyjaśnił że przed kilku miesiącami umarła ciotka księcia, której książę osobiście nie znał, rodzona i starsza siostra jego matki, córka moskiewskiego kupca trzeciej gildii Papuszyna, bankruta zmarłego w nędzy. Ale starszy rodzony brat tego Papuszyna, też niedawno zmarły, był znanym, bogatym kupcem. Przed rokiem zmarli prawie w jednym i tym samym miesiącu dwaj jedyni jego synowie. To na niego tak podziałało, że starzec wkrótce potem sam zachorował i umarł. Był wdowcem, nie miał żadnych spadkobierców prócz ciotki księcia, rodzonej siostrzenicy Papuszyna, kobiety bardzo biednej i mieszkającej w cudzym domu. W chwili otrzymania spadku umierała już prawie na wodną puchlinę, od razu jednak zaczęła poszukiwać księcia, zleciwszy to Sałazkinowi, i zdążyła zrobić testament. Gratuluję panu! Dostanie pan zapewne również z półtora miliona, a może i więcej. Papuszyn był bardzo bogatym kupcem. Romeo i Julia: nieodebrany list wysłany mułem, telefonem, esemesem, faxem, emailem - niepotrzebne skreślić. Odcinek
dziewiąty
Nowy serial. Terroryści w Płocku i detektyw Eddie.
Radadam dadam przedstawiamy pierwszy odcinek serialu po tytułem
"Dyskretny urok proletariatu", w roli głównej Zuzanna aka
Zuzza
Ziuta Kuzznar, jej, oraz Eduardo Eddie vel Mirco, słynny detektyw, gra
go Eduardo Perez! Jeej! Łał!! Oprócz tego Patrycja Katalina,
Nadia..
– Lusia! oraz Julia albo Oliwia.. O. Padecka.. – i kupa innych. Zaczynamy! Zaczynamy! Pierwsza odsłona ma miejsce w miasteczku Plok Plotzck które znajduje się na Pustyni Mazowieckiej 100 km od Warszawy, dobrze za Emolinkiem, składa się z rynku a przy nim same salony a to samochodów, a to fryzjerskie lub z telefonami, też z katedry i czterdziestu blokowisk, trzech sklepowisk i fabryki smrodu. Początek w nocy.. – w lutym.. na urodziny Lukrecji.. – w poniedziałek. Sekwencja otwarcia: celebryci w wytwornych brązowych butach z modnymi noskami do granatowych gajerków i brytki całe w falbanach, w tle wille pod fantazyjną blachodachówką, skryte w złotych tujowiskach baseny i luksusowe auta w wersjach eksklusif produkowane na specjalne zamówienia w centralnej Azji dla Europy wschodniej. Muzyka z autotune, jakby się wszystkim bardzo spieszyło. Limo podjeżdża pod dwór, uśmiechnięci lokaje wyrażając zgięciem pleców najgłębszy szacunek wychodzą z pod barokowej tureckiej kolumnady korynckiej, stopa w szpilce ukazuje się wysiadając i frizujemy, na to napisy trójwymiarowym fontem Polikarp CE Bold Italic, dziełem polskich programistów. – i w Paryżu nie zrobią z ciebie ryżu! Kupujcie sernik i wilki! Są kolorowe srebrne i wszystkie ekologiczne! – po dwadzieścia w galerii! – na wynos w promocji! – na pasku wybuchy, wśród ofiar nie było Polaków. Leci odcinek. Poniedziałek, ponury dzień lutego. Jest dopiero druga po południu ale przestawili czas i zaczyna być ciemno. Śnieg przestał padać, ślisko, pusto i zimno. Do tego ta wilgoć. W sali konferencyjnej przedsiębiorstwa remontowego siedzi Monika Delfin, pali szóstego papierosa i pije trzecią kawę, dwa szlugi na jedną. W pracy są same problemy. Ktoś kradnie. Monika zwołała zebranie zarządu, wszystkich prezesów, prezydentów, z udziałem księdza biskupa kandydata na kardynała żeby poświęcił zebranie oraz milicjantów w razie czego z kajdankami. Monika zagaja. "Mam smutną wiadomość. Ktoś kradnie nam papier toaletowy. Dziś w toalecie nie było tego nieodzownego dla godnego życia artykułu który odróżnia nas Polaków od kacapów jewrejów bambusów a jeszcze niedawno zrobiliśmy zapasy w sklepie.." I tu następuje reklama sklepu. "..i nie ma już tego papieru. To nie przypadek. Ktoś ten papier kradnie. Podejrzenie padło na panią, droga pani Szczupacka". "To jest nieprawda! Nigdy nie kradnę, czasem z nudów zrobię takie małe kulki i se pożuję bo siedząc tam czlowiek robi się głodny, ale mało, zaraz wypluwam i nie biorę na wynos". "W takim razie podejrzenie pada na panią, pani Murzynowa". "Ja swoje oddam cudzego nie wezne sama swój przynosze bo mieńkszy i lepszy a swoją drogą ciekawe ile to naszych pieniędzy idzie na taki badzewiasty towar.. A pani już papierosów wypaliła w życiu trzysta tysięcy i moczu oddała 30,000 litrów i od tego się psują rury na osiedlu". "Dziękujemy, no to może pani Gnuśnosława z księgowości", "Na zwolnieniu" "Może na roz-wol-nieniu ?" "Cha cha cha" "Cha cha". Gdy tak sobie obradowały, nagle drzwi rozstąpiły się hałaśliwie i na salę wtargnęło czterech zamaskowanych terrorystów. Jeden z nich wykrzyknął głosem stłumionym przez maskę "wysch bypsch" i zdetonował bombę. Wybuchła z hukiem i dymem w różnych kolorach a sala zmieniła się w kupę gruzu. Koniec pierwszej odsłony pierwszego odcinka a teraz reklama pieprzu. Nie pieprz pieprzu wieprza wietrzem bo przepietrzysz pieprza wieprzem. W naszym sklepie są morliny to wędliny jak z berlina. Doktor Dusimir przyjmuje w klinice im. Katobrzozy w tym roku już pacjentów 400-75-112 (żywi - martwi - okaleczeni), honorujemy wszystkie ubezpieczenia. Druga odsłona. Karetki, straż pożarna, jedna druga trzecia, wszyscy pędzą na miejsce wybuchu. Pędzi cała jazda płockiej policji z sierżantem, starym Jawnutą, co przerwał wypisywanie mandatów za siki na działkach, nieprawidłowe przechodzenie, jeżdżenie pod wpływem i brudne felgi i miał ich już uskładane trzysta pięć, czyli tyle co trzeba było uskładać przez tydzień, a był dopiero poniedziałek. Resztę tygodnia możnaby przespać albo oglądać mecze, chyba żeby pójść po rekord, cztery tysiące w jeden miesiąc, w nagrodę wycieczka z księdzem do Polskiej Strefy na kanarach. Ale został przywołany przez dyż. por. Kocimira Pszczenię, który nakazał mu udać się natychmiast na miejsce tragedii. Coś, mówi, wybuchło, pierdolnęło, ale nie wiadomo co, gaz czy elektryczność, pojedziecie zabezpieczycie zbadacie i wskażecie w raporcie. Przyjechał na miejsce. Kupa smrodu, odłamków, jakiejś czarnej dymiącej masy z której wyłaniała się biała ręka z papierosem. Monika Delfin ocalała, choć zamroczona i omdlała. Zabrano ją do najlepszego szpitala w mieście przy ul. Jasnego Poczęcia na rogu Niewiniątek Smoleńskich koło kościoła Podolszyckich Męczenników. Tam otoczono ją doborową opieką. Zakopana po szyję w ziemi wysłuchała kazania i egzorcyzmów a do uszu dostawiono jej najlepsze kampinoskie pijawki. W międzyczasie policja przeszukała teren i znalazła w gruzach urwaną głowę owiniętą w czarny plastikowy worek z wyciętymi dwoma dziurami tam gdzie byłyby oczy gdyby się nie wytopiły, z napisem 'terroir-ista' na metce. Telewizja zdążyła to sfilmować więc trzeba było zwołać naradę milicji i episkopatu. Zadzwonił też prezydent oraz premier i jeden minister i były premier i uchwalili że należy powołać Sztab z udziałem organów i lokalnego przedstawiciela opozycji żeby potem nie było, by sytuację natychmiast opanować bo godzi w dobre imię, co uwypuklił sam Sekretarz Gabinetu Prymasa. – To nuudne! Dużo gorsze niż tamto o miłości co wcale nie było nudne! Kiedy wrócimy do tamtego? Niech mój ukochany się ujawni! – on tam gdzieś został, pisał Zuzannie tajne wiadomości kredą na różnych budynkach. Miało to na celu rozmiękczenie jej mózgu żeby był jeszcze miększy. – ogarnij się! – Sztab się zebrał. Płocka policja rozłożyła ręce, nieprzyzwyczajona do zagadek na które nie dało się wystawić mandatu karnego lub wezwania do kolegium. Tu trzeba było ustalić kto, co, kogo, dlaczego i którędy, bo była telewizja. Sztab wyłonił wielostronną komisję która od razu zaczęła obradować jak by to zadanie przerzucić na kogoś innego. Ogłoszono pierwszy komunikat że to jest misja dla policji warszawskiej bo jest naczelną policją a w Płocku są niedofinansowani i nie mają środków. Warszawa odpowiedziała komunikatem "my musimy przekazać śledztwo federalnej policji wszystkich województw z całej Polski, mają nowe czarne kubraki i kamizelki". Feda wskazała że to wina Unii Europejskiej, odebrali nam suwerenność to teraz mają. UE na to że nie ma czasu na regionalne głupoty, chyba żeby NATO, które nie chciało i się odwołało. Tak zatoczyło się koło. Wtedy kapral Sterculiusz Jan oznajmił że zna człowieka co widział w telewizji jak jeden taki aktor rozwiązuje różne zagadki kryminalne i nazywa się Eddie. Jest to największy serialowy detektyw na świecie, mieszka w Kolumbii i pomoże nam w dochodzeniu. Wykonali telefon do Kolumbii. "Halo, kto mówi", "tu Kolumbia, słucham?" "Tu Polska, co słychać" "Hujowo, a u was" "hujowo" "To co chcesz?" "Jest Eddie?" "Zajęty rozwiązuje zagadki a o co chodzi?" "Mamy dla niego zagadkę i prosimy niechby do nas natychmiast przyjechał" Na to Kolumbia: "przepraszam bardzo ale on tutaj też ma swoje obowiązki. Tu musi rozwiązać różne sprawy narkotrafikantne dla netfliksa oraz śledztwo o pucze i przewroty wojskowe które na ten miesiąc mamy zapisane w kalendarzu, bo telewizja" "My bardzo prosimy" mówi milicja – "wyślemy wam za to pomnik, tylko głowę trzeba będzie przełożyć z innego i sutannę zakasać". "A nam to na h.. mamy swoje, tylko wystarczy wąsy zgolić, okulary domalować i mundur podwinąć, potrzebne nam są pieniądze". "Sie wie, nie?" "No a jak, nikt nam nie płaci od hektara, my nie w unii a Si Ajej daje ostatnio czeki bez pokrycia za które jeszcze w banku walą opłaty za fundusze non suficzjent i bałnśnięcie. Chcemy z góry co najmniej sto tysiaków w euro i jedenaście tys.talarów lub pesos". To było trochę podejrzane. Znowu jedenaście? W innym serialu notoryczny złoczyńca liczył do jedenastu. Skąd on się tu wziął? Jak przeskoczył ze strumienia na nurt na innych kanałach dystrybucji? Nie wiadomo, ale dojdziemy do tego później. Polska siła policyjna zgodziła się natychmiast przelać pieniądze, mówią tylko „zamknij oczy otwórz buzię” i od razu zabrała się za przelewanie. Policja kolumbijska patrzyła na skejpie jak się przelewa i usatysfakcjonowana, zgodziła się wysłać Eddiego do Polski. A tymczasem w Bogocie... "Po co było wstawać.." Osiem godzin dobre może od biedy do regeneracji, ale żeby naprawdę uszanować sen trzeba jeszcze przykryć twarz podusią, dać oczom się przywyczaić, poprzewracać się z lewej na prawą, od jednego strzepku snu do drugiego i z powrotem do pierwszego, aż powieki staną się ciepłe i leniwe. Należy się rzetelnie poprzeciągać, wyruszać palcami od nóg, bo kto snu nie szanuje tego Sen nie ratuje. Rano jest wtedy gdy się już nie da dłużej spać, nieważne co kłamie zegarek. Gdzieś na świecie zawsze jest zorza. Nic dobrego nigdy nie przyszło z pośpiechu który zawsze jest ukarany, śpioch i po śpiochu. ![]() Eddie obudził się za wcześnie, w momencie gdy ostatni nocny sen już się rozrzedza, zaczyna się powtarzać, zwalniać i zatrzymywać jak auto w którym kończy się benzyna. Jego sny zwykle oscylowały wokół jędrnych krągłości, ale ten był inny, zły i mocny: na ławce w publicznym miejscu zobaczył siebie jakby w telewizorze jako czterdziestolatka dwa razy starszego od przytulonej do niego łakomie laski. Kamery dyskretnie poinstalowane w mieście, koło dworca i w parkach, często pozwalały obserwować takie scenki. Eddie znał je z własnego zawodu detektywa i sam udostępniał nieraz w formie plików dla sądu jako dowody rzeczowe. Patrzenie na siebie z zewnątrz rzadko bywa przyjemne, ale to było coś nowego. Ukosem, niechętnie zerknął w lustro. "Starzeję się". Powlókł się do kuchni. Nalał sobie soku i wlał mleko do rondla. Podpalił gaz. Do kubka wsypał półtorej łyżeczki żółtawego cukru trzcinowego z Veracruz i dwie brązowej demerary z Mauritiusa; lepszy lepki z Barbadosu już się skończył a w miejscowych sklepach był nie do dostania. Otworzył szafkę i zanim mleko zawrzało, dodał łyżeczkę Nescafe Clasico dla mocy, dwie Mt Hagen dla smaku i pół espresso dla aromatu: czasem, jak miał, Medalia d'Oro, częściej bardziej prozaicznego Davidoff'a lub Kronung. "Coupage. Sauvignon i Franc, jak dobre Bordeaux". Mleko było gotowe i powoli opadalo. Zamieszał miksturę i ostrożnie, zatrzymując dużą łyżką zawsze czyhające wstrętne kożuchy, wlewał mleko cieniutkim strumieniem do garnuszka z wysoka i powoli, żeby była pianka. Nie można było przelać bo psuły się proporcje, za dużo i trzeba dodawać kawy i cukru, lepiej żeby było dokładnie w czterech siódmych wysokości. Odczekał 60 sekund, w sam raz, nie za krótko bo parzy w język i nie czuć smaku. Pił szybko i chciwie. Najlepszą część dnia miał za sobą. Podgłośnił ściszony na noc telefon i z obrzydzeniem popatrzył na nieodebrane numery. "Bydło dzwoni od szóstej". Eddie miał już dosyć. Ciągłe pogonie i szarpanina dawno przestały go ekscytować, co więcej, zaczynał czuć próżność tego wszystkiego."Cóż to za różnica kto kogo za co, na końcu i tak chodzi tylko o to kto co wyszarpie". Nie ma różnicy między jednym procentem co siedzą na jachcie, a tymi dolnymi dziesięcioma co po prostu siedzi, pierwszym się udało a tamci mieli pecha i wpadli. Kilkunastu kolesi ma już więcej niż 2/3 ludzkości. Reszta pośrodku grzecznie słucha i płaci podatki. Przeczuwał że te wątpliwości zwiastują koniec jego kariery. Eddie wolałby może pójść do Wilczycy, szczególnie teraz gdy wyróżniono ją prestiżową Gwiazdą Mich... choć Eddie nie doczytał, druk się rozmazał - że była to Gwiazda Michalika. Michelin się obraził bo akurat natrafił na protest: duże niby-żaby stały na szczudłach przed restauracją i głośno, obraźliwie kumkały. Zachęcony dyskretnym upominkiem powiatowy prokurator wniósł zarzuty o złośliwe lewackie zakłócanie legalnej działalności gospodarczej przez zagraniczne płazy i wniosek o areszt, ale zdjęcia poszły w świat. Wilczyca została chwilowo zamknięta "na remodeling" żeby nie prowokować ekologów. Zresztą od pewnego czasu, a ścislej odkąd właścicielka zaszła w coraz bardziej widoczną ciążę, kuchnia tam zdziwaczała. Zachwalane sezonowe menu okazało się smorgasbordem z kiszonych ogórków z dżemem, tuńczyka w sosie czekoladowym, rzepy smażonej z malinami i "specjalnie dla naszych sojuszników" Vintage beef with well-cured Rocky Mountain oysters wrapped in vanilla and liver ice cream. Włączył komputer i wszedł pod prysznic, akurat za ten czas wszystkie browsery, aplikacje i maile zdążą się pootwierać. Przejrzał ogłoszenia. "Sprzedam radosne rzekotki po udanej operacji stawu biodrowego i puste domki dla ślimaków. Wiadomość w restauracji. Le chef, L'Auberge de Salope. 773-732-1575". "Koty zdatne do roboty, hurtownia w piwnicy". "Very happy 420 Xmas wishes from P.Nash and Cleo Thorez" "valuable white canvas titled 'Elvis Has Left The Building" "Uczy, bawi, wychowuje, piwo Leżajsk pijcie.. zbóje (cha cha cha)". Otworzył maila, ale był tylko jeden, stary, od fanki: "Take me drunk Im home yrs4ever Chlamydia". Popatrzę jeszcze co w kinach, pomyślał. 'Apocalypse Now': spirited jungle romp sadly ends with animal cruelty. 'The Idiot': "A young woman struggles to escape her slut-shaming in mid-nineteenth century Russia with only a frail and simple outsider to help her", KikiBaka Theatre, 615 calle Venezuela, (54) 11-409-4863. Previews $15. "Austria Chick Flick 2. Nazywali ją Pig Lady. Trzymała ich w chlewiku". Pozostało jeszcze sprawdzić numery wczorajszej loterii, ale bez entuzjazmu, nic z tego nie będzie, 10 sekund zanim numery pokażą się na ekranie nie pozwolą nawet na dotarcie w myślach na lotnisko, bez bagażu, tylko z kasą, paszportem i kartą debetową. Było już późno. Rozdzwoniły się telefony i Eddie zamiast na zakąski i wino, musiał jechać do pracy. Na jego biurku czekał rysopis: oczy mętne, włosy mysie. I mail od generała. Na drugim końcu świata był już późny wieczór. Mała dyskotekowa kula rzucała kolorowe światła na chybotliwy namiot na środku pokoju, sklecony z koców, poduszek i kurtek. Zuzia i Oliwka kończyły zmywać sobie nawzajem lakier z paznokci, choć wiadomo było że zaraz zaczną malowanie od początku. W międzyczasie oglądały ulubione blogi i rozwiązywały kłyzy : "oceń nogi Katarzyny Grocholi", "czy ważna jest dla ciebie depilacja?" i "jak mu nie dać żeby mu zabrać". Zuzia lubiła też czytać o szerokim świecie. "Naturalnie, w podróży trzeba się dostosować. Polak lubi swojskie smaki jak pszenica i buraki". Puściły muzykę, stara dobra "Señora", potem domowej roboty „Zuzia śpiewa kolędy i rap” skomponowane jako oferta demo dla CIA żeby mieli na tortury, dalej modne „Góralskie zaloty”, zaplątany między nimi hit zespołu Wiggers With NoTude “Trzewik w trumnie” i intro z albumu "Korea disco classics ft. Justin Timberlake". Mirco otworzył załącznik i długo się zastanawiał. W myślach przeliczał dolary na swoje własne długi. "Ostatni raz i nigdy więcej... każdy kryminał co się źle kończy, tak się zaczyna.." Popatrzył na kilka najnowszych listów z pogróżkami od Master Card i zarządu budynku. Rzucił je na stos koło biurka i jeszcze raz zerknął na Google Earth. Wziął taksówkę na lotnisko, tam przesiadł się na samolot, przeszedł odprawę normalnym przejściem aby zachować anonimowość, z tego samego powodu pojechał tramwajem na Centralny i pociągiem z dwoma przesiadkami przez Zachodni i Kutno na peron 1 w Płocku. Autobus z dworca wysadził go przez pomyłkę na przystani. Mirco, na pół śpiący wsiadł na parostatek niechcący, jak odpłynął z którego nie było jak wrócić kolego, więc hop na tratwę, na czółno i łódkę, przybił pod zoo, tam w sklepiku kupił wódkę, spocząć wielką miał ochotę, ale poszedł na piechotę po marmurowych stopniach wyłożonych czerwonym dywanem do Pałacu Policji. ![]() Był to najpiękniejszy i najokazalszy budynek w mieście. Dostojna półokrągła brama pod trójkątnym tympanonem z fryzem przedstawiającym portrety pamięciowe ministrów Policji prowadziła do rokokowego westybulu w stylu mauretańskim. Po lewej była wieża neopseudogotybarokowa strażnicza, a po prawej kaplica wykładana onyksem i dojrzewającym ekoplastikiem. Na środku stała skrzynia na datki i wielki herb z pałką skrzyżowaną z tejzerem na polu tarczy, orłem i staropolskim słoniem jako trzymaczami i zawołaniem "Cave quid dicas"* na wyrzeźbionym przez górali postumencie. [ * łac. = Pilnuj się co mówisz ] ![]() Przy wejściu czekała już delegacja i przedstawiciele instytucji. Eddie przywitał się, wręczył listy akredytacyjne i udał się do ubikacji. Tam zawsze mu się najlepiej myślało, nikt nie przeszkadzał, siedział sobie spokojnie, mógł sobie dusić co trzeba jak długo chciał, oglądać magazyny i tv na tablecie czekając na natchnienie. Gospodarze niecierpliwili się za drzwiami, nie wiedząc że najlepsze jego pomysły przychodziły w myśl zasady spiritus flat ubi vult i nie było rady tylko czekać aż wyjdzie lżejszy i lotniejszy. Po zapoznaniu się z materiałem Eddie pojechał na miejsce zbrodni. Wciągnął w nos poranny zapach zgliszcz i od razu wiedział : charakterystyczna woń nitratów złamana aromatem napalmu, to był zamach. Ale dlaczego ? Trzeba było znaleźć motyw. Wiesz co to? – Tak. Dlaczego ktoś coś robi. Jak gdy odpisuje żeby nie dostać dwói. – Nawet jak ktoś coś zrobi bez powodu to też jest motyw, na przykład gdy ktoś robi głupoty, jak moja córka, bo można śledztwo wtedy zawęzić do durnych małych dziewczynek. Ale gdy ktoś coś robi z jakiegoś powodu, trzeba wiedzieć czy z zazdrości, czy dla pieniędzy, czy z zemsty, czy z nudów, czy dla przyjemności, czy ot tak sobie, dla zabicia czasu. Eddie ruszył do szpitala przesłuchać jedynego niedobitka, Monikę, która już dzień i noc leżała podłączona do rurek i kabli. Rzuciło mu się w oczy jak piękna była niegdyś. Gdy miała 18 lat, zdobiła lokalne dyskoteki, a potem na uczelni zaczepiały ją miejscowe gwiazdy rocka i młodzi biznesmeni, pi-arowcy i giełdziarze i nawet jeden wiceminister. Przedstawił się, wytłumaczył że prowadzi śledztwo i przeszedł do pytań. Najpierw o imię i nazwisko, potem o wiek. Monika nie chciała powiedzieć, ale w końcu coś tam odrzekła. Wtedy, sposobem znanym wszystkim barmanom i bramkarzom świata, spytał ją o datę urodzenia, ale odparła atak. Wiedziała też w którym roku zdawała maturę i za ile lat skończy dwa razy tyle co ma teraz. Zapytał jakich piosenek słuchała w młodości ale zręcznie wyrecytowała idoli z początku ostatniej dekady. Na to Eddie: przy jakiej piosence straciła dziewictwo, przy Chopinie, dlaczego, bo akurat w tv leciał pogrzeb papieża i przez respekt nie zmieniła kanału, na żywo czy z vhs, "a co to takiego vhs?". "Niezła jest" - pomyślał. Potem skoncentrował się na opisie porywaczy. Monika nie potrafiła wiele powiedzieć, ale zeznała że jeden był wysoki i gruby, drugi mały i chudy. Mówili z cudzoziemskim akcentem, którego Monika nie mogła umiejscowić bo z przyczyn patriotycznych nie znała żadnych cudacznych języków, ale powiedziała "mówili tak podobnie jak pan". Eduardo natychmiast się zorientował że byli to przybysze z jakiegoś latynoskiego kraju. Po polsku inaczej mówi Anglik że drzewo jabłkowe i kopalniki węgiel kopią, a inaczej Niemiec szwinina raus wodka szneler, a inaczej Rosjanin job ty polak dawaj suka. Już miał sporo informacji. Zapytał Monikę czym się zajmuje, jest kierowniczką i kieruje rzeczami. Jaki był przedmiot obrad? Monika zawstydziła się ale wyznała że poszło o rolkę papieru toaletowego. Eddie wcale się nie zdziwił. Po drodze do Płocka wiele guglował i dowiedział się że kiedyś w Polsce nie było wcale papieru toaletowego bo go cały zabrali komuniści i do dziś jak ktoś gdzieś zobaczy że papier toaletowy spadł niechcący na ziemię, to podnosi go z nabożeństwem, całuje, owija w najlepszą swoją wyjściową reklamówkę i odnosi do specjalnego okienka gdzie gromadzi się inne świętości, jak mięso i stare samochody, a także niepotrzebne dzieci. Jest używany obustronnie i to wcale nie przez najbiedniejszych, ale dla uszanowania. Wiedział że tych tematów przy tubylcach lepiej nie poruszać, ale wiedza o kraju bywa pożyteczna. Opisy wypadków w tv od razu pozwalały wyizolować najważniejsze elementy zdarzenia. Na pasku czarny fiat cazzo uderzył w czerwonego forda morona i wgniótł mu lewy zderzak, fiatu nic się nie stało. Wszystkiemu winien eurokołchoz. W galaktyce Betamale powstała nowa czarna dziura, nie wpadł do niej żaden Polak. Na zewnątrz czekali dziennikarze, telewizja, kamery i komóry. Eddie od razu uprzedził że nic nie może powiedzieć. Za wcześnie i nie chce płoszyć bandytów. "Jeśli bandytów to znaczy że to był zamach?" "Jak to 'płoszyć', przecież zginęli w zamachu", "no tak, ale mogli mieć pomocników i przyjaciół". Eddie oznajmił że to na razie dla dobra śledztwa wszystko. Poprosił też o tłumacza i żeby był mądry, inteligentny i obyty w świecie. Na to szur się podniósł : "nikt tylko nasza pierwsza obywatelka Płocka, Zuzanna!" – czemu pierwsza? – bo Zuzanna, mimo młodego wieku, już była znana, piękna, mądra i wygrała konkurs piękności.. – ano, w szkole raz wygrałam konkurs na super dziewczynę. – hm, na czym to polegało? – na tym że różne zagadki, i się szyło ubranie i wygrałam. – No proszę. Zuzanna też świetnie rysowała, co było istotne.. – aha i raz wygrałam pierwsze miejsce w konkursie na śpiewanie. – Super! Oprócz wyśpiewania rysopisu, mogła z pamięci narysować portret złoczyńcy, nawet gdy go sama nie widziała, a tylko usłyszała od świadka, jak Monika. – a przecież Monika to była jej mama.. – psst! w ten sposób wygadasz komuś kiedyś zakończenie kryminału i sama zostaniesz zamordowana. Wszyscy jednogłośnie zaproponowali Zuzannę i wysłali delegację obywatelską pod jej dom. Zuzanna mieszkała w bloku, miała dwa pokoje i małą łazienkę, dość obskurną ale to jej nie przeszkadzało gdyż żyła wyłącznie w oparach miłości w świecie pełnym gwiazd. – Niee! Nie było obskurne wcale. – Po co robisz takie miny złe? Dobra, wycofałem się! Domek był skromniutki ale czyściutki, urządzony ze smakiem w wiele odcieni ametystu, fioletu, było duże łóżko po którym Zuzanna lubiła skakać, rozmaite szafki, lampki, szuflady. Na podłodze walały się wyłącznie dizajnerskie ciuchy. W kuchni różne patelnie, rondle, Zuzanna świetnie gotowała, miała wiele tuzinów widelców na ślimaki, specjalne szczypce na ślimaki... – Ona sama mieszkała bo jej mama wyprowadziła się do jej mamy swojej. – Tak jest. Tam sobie mogły przedyskutować najnowsze kazania, natomiast Zuzanna mieszkała sama, przyjmowała różne delegacje wielbicieli więc dom był pełen kwiatów. Miała telefon w kolorze różowym.. – Nieee! Był zielony z taką deskorolką. Mógłbyś wreszcie się ogarnąć! – Tak jest, przepraszam. Zuzanna dojrzała bardzo wcześnie, do czego walnie przyczynił się zawód miłosny doznany gdy miała 11 lat. Nigdy nie chciała wiele powiedzieć, ale jej starsze koleżanki, którym Zuzia jako bardziej doświadczona i znacznie mądrzejsza służyła często radą, przez lata, ze zbieranych tu i ówdzie na necie skrawków i strzępków informacji, ułożyły sobie całość, jak archeolodzy ze spalonych kości i wybitych zębów. Wielką miłością Zuzanny był (chyba) jeden detektyw, aktor lub piosenkarz, zapewne z zagranicy, który (prawdopodobnie) też ją kochał ale potem (wybierz jedno) czmychnął, zaginął, został zamordowany, albo puścił się z inną (lub był to tzw. próbny trójkąt w którym się nie spisał, bo zamiast trzymać się tylko Zuzanny, obłapiał też tą drugą, a gdy Zuzanna chciała żeby za karę też wziął udział w trójkącie, ale tzw. diabelskim, ze względu na rogi, z drugim facetem, to podał tyły, naturalnie w przenośni). Rady Zuzanny były na ogół trafne (weź go upij, zwiń mu kasę i spadaj), jej reputacja rosła, po jakimś czasie przed jaskinią przerobioną ze starego garażu gdzie dla efektu (miała swoje M3) udzielała porad, stała kolejka dzień i noc, bo Zuzanna nie utrzymywała regularnych godzin i nigdy nie było wiadomo kiedy się pokaże. Znoszono jej dary: szminki, flakoniki perfum prawie pełne, skórę z lewisów, czokery i inne skarby. Tak więc delegacja obywatelska zapukała do drzwi Zuzanny. Był tam burmistrz, jego zastępcy, kilku kaznodziejów, ksiądz biskup, ksiądz ordynator pomocniczy, szef Milicji, szef Orlenu, szef zakładów mięsnych i inni szefowie najważniejszych instytucji miasta, ich obstawa, lokaje i kierowcy. Prosili Zuzannę żeby poświęciła swój czas i talent, niczym Wandę żeby zechciała ubogiego Niemca z Dede Eru. Gdy wahała się, zauważyła że z tyłu stoi Eduardo. – Nie wiedziała że stoi. Nie widziała go. – Ok, ale jak już wszyscy weszli i zrobiło się ogromnie ciasno, Eddie też wszedł, nie? – no wszedł.. – i wtedy ona go zobaczyła. I jak go zobaczyła, jej oczy stały się jeszcze bardziej niebieskie.. – Tomek, poczekaj, co znaczy n-o-w-h-e-r-e ? Tam na tym pisze. – Mówi się jest napisane. Noł-łer znaczy nigdzie, jak w odpowiedzi na pytanie „gdzie są twoje dochody”. Eddie spodobał jej się od pierwszego wejrzenia i serce jej zadrżało gdy wyjaśniło się że mieliby razem pracować. To był moment magiczny.. – a ty kiedyś z moją mamą taki był? taki moment? – zawsze jest taki moment jak się dwoje ludzi spotyka. – i miałeś taki moment z moją mamą? – Tak. Ten moment to wtedy gdy butelka wciąż jest do połowy pełna, zanim zacznie być na wpół pusta. – i co dalej? – Zuzanna zgodziła się zostać tłumaczką. Orlen ufundował jej nagrodę w wysokości trzech baków paliwa do motoroweru.. – nie, jak się nazywa co ty miałeś, o, motor. Chcę taki. – ok, paliwo do motoru, tego tańszego, i co miesiąc na każdej stacji jedną butelkę wody. Inne instytucje też zafundowały różne rzeczy, np. – wiem że się powtarzam, ale cóż zrobić – rolki papieru toaletowego na podróż, bez czego nie powinno się nigdzie ruszać. Zuzanna otrzymała oficjalną plakietkę z napisem "tłumacz", odznakę policyjną dobrą na nielegalne parkowanie i czerwone światła, cyfrowy milicyjny lizak i czapkę. Zuzanna i Eduardo zgodzili spotkać się później, omówić zasady współpracy i inne szczegóły. On udał się wreszcie do hotelu, a gdy wszyscy wyszli Zuzanna rzuciła się na kanapę i głęboko westchnęła. Westchnęła głęboko bo był to moment niebywały w jej życiu, serce zabiło, oczy zajaśniały, buzia uśmiechnęła. Zuzanna już wiedziała że być może za tym wszystkim czai się miłość. Nigdy wcześniej nie była zakochana i nie miała porównania. Zuzanna do tej pory, owszem, odczuwała miłość, ale do pieniędzy które podkradała ojcu z portfela. Instynkt kobiecy przemówił nagle do niej czysto i wyraźnie, to teraz! Zapadła noc. Wszyscy musieli odpocząć. Reporterzy musieli napisać artykuły. Monika chciała zapalić i spać. Zuzanna myślała tylko że ją jakoś tak rozciąga. Eduardo marzył o drinku.. – Milicja myślała o tym żeby wypisać sto tysięcy nowych mandatów.. – tak jest, tym bardziej że śledztwa nie trzeba było już prowadzić bo zrobi to Eddie i jak mu się uda to dobrze, a jak nie to tym lepiej, bo będzie na niego, choć było to rozumowanie najeżone potencjalnymi problemami. – Pac po łapach! nie skub noł-łer ! Dlaczego najeżone? – Bolało! Bo mogło być jak wtedy gdy dowcipniś przechodził nad rzeką gdzie rybak łowił ryby i nie mógł się oprzeć, pomyślał „O, rybak! Podejdę do niego i powiem: ‘Te, rybak, biorą?’ On na to że biorą to mu powiem, ‘wiadomo, na takiego h.. to biorą’. No dobra, ale co będzie jak powie że nie biorą? To jeszcze lepiej, wiadomo, na takiego h… nie biorą. Podchodzi i pyta „te, rybak, biorą?”, na to rybak odwrócił się, splunął i mówi : „sp… h…” – Coo ? To jakieś strasznie głupie! – Nie takie głupie jak pomyślisz.. rybak go wyantycypował.. Poza tem lepiej brzmi bez cenzury. – Mama zawsze mówi że wyrażasz się po chamsku i ordynarnie i wywierasz na mnie zły wpływ i wciąż wtrącasz obce słowa, jak gupek. Poza tem dlaczego splunął? – To może niech ci mama opowiada.. – No właśnie, jeszcze się obraź na dziecko za słowa prawdy. Gadaj! – Splunął bo wyraził tym swą opinię bez niepotrzebnych słów. Zawsze jak przywołane są ludzkie wydzieliny, wyraża to najgłębszą pogardę. – lub miłość? – a niby czemu? – widziałam z Pati na necie. Część trzecia. Spotkanie Zuzanny i Eddiego, nie na osobności dla miłości, tylko na kocu na trawie, w śledztwa sprawie. Następnego dnia rano czyli o pierwszej po południu - Zuzanna nie lubiła wcześnie wstawać - powiedziała od razu z góry że rano ma ważne sprawy i jak się wyrobi na drugą to będzie sukces - przybyła na spotkanie. Zuzanna uważała że cywilizowanemu człowiekowi od obudzenia się do wyjścia potrzeba 3-4 godzin i nie godziła się na szantaż "przyjedź pan rano". – Co to znaczy? – Że życie śpiocha nie jest łatwe. Jest bardzo trudne. Społeczeństwo prześladuje śpiochów od stuleci. Nie można uczciwie powiedzieć że na przykład nie rozumie się ludzi którzy wolą iść na 6:00 do pracy, zamiast jak człowiek zacząć o 11 śniadanie lub pojechać w góry na narty, żeby troszeczkę energii zbyć. Oni - i już od zarania zaznacza się podział na "ja" i "oni" - zużywają tę energię w nieustannych poszukiwaniach lepszej pracy, większych samochodów. Ciężko jest im wytłumaczyć że nieważne o której się wstaje, ważne jest jak długo się śpi. Nawet mądre zwierzęta, leniwce, susły, zawsze były prześladowane przez głupich ludzi i ich głupie psy - sługusy odziane w sierść. Nie można szczerze powiedzieć że wstawanie o 6-tej to objaw choroby umysłowej, więc na przykład gdy ktoś próbuje się ze mną umówić przed południem nie mogę tak, ot odmówić. Należy stanowczo oznajmić że rano absolutnie nie! Mogę dopiero po południu! I to stwarza wrażenie że od rana samego jest sie ogromnie zajętym, co tym ludziom z jakiegoś powodu sprawia ogromną przyjemność i budzi szacunek. Przypomina mi się jeden koleś który kiedyś naprawiał mi samochód w Polsce. Było wtedy w całym "stołeczno-królewskim" mieście może trzech ludzi co potrafili takie auto naprawić. Przyjeżdżam do niego po południu. "Przyjedź pan jutro rano" "O której?" "Rano!" "O ósmej?" "Nie, raaaano" "O 7:00?" "Rano!" "o 5:00?" "No co pan, nie w nocy tylko rano. O Szóstej Rano". Na to ja że zostawię ten samochód dzisiaj. "Ale nimom miejsca w garażu" "To rano o szóstej sobie go Pan odpali i wtoczy do warsztatu kiedy się będzie podobało". Popatrzył na mnie smutno, jak na wariata chorego, bo przecież kto normalny zostawia samochód gdzieś na ulicy, na całą noc, gdzie by trzeba się na niego patrzeć nieustannie, pod kontrolą mieć. Ale pomyślał sobie, pewnie dziwak z zagranicy i niechętnie się zgodził i dopiero po solennym zapewnieniu że "rano" koniecznie muszę być w Ważnej Sprawie Urzędowej w urzędzie. "Ale za szkody nie odpowiadam". "Nie ma problemu". Już odchodziłem, gdy znów mnie zawołał. "Wie pan co, ja se go przestawie pod swoje okno bo panu plakietke poodrywajom, wycieraczki ukradną". – Patrz, ale okropny tamten bordowy burakomobil! – To jeden z najgorszych, tak zwany chamer.. – Gorszy ten prosziak.. – Sto razy. Najwyższy szczyt buractwa, półtraktor półmobil.. na pewno w pierwszej piątce buractwa, zaraz za hitlomercem co już w latach 70 robił stacyjne wagony zamiast solidnych burżuazyjnych limuzyn.. a wydawałoby się że od pewnych firm można wymagać więcej. – Bimer się skończył na serii 2002, wiem wiem, ale mów dalej co w odcinku, te twoje dygresje nieustanne. – Spotkali się w sali konferencyjnej.. – Ale sami? – Tak, musieli omówić swoją współpracę. – A po co? – Bo musimy chociaż udawać że jest tu jakaś akcja a nie same umizgi. Eddie powiedział że potrzebuje jej pomocy, jego polski jest bardzo kiepski mimo gugle translejt. – Co to gugiel translekt? – Coś takiego:
Litwa, moja ojczyzna! Jesteś jak
zdrowie;
Ile musi być wyceniane, tylko odkrył Ten, kto straciła O Litwie, moja ojczyzna, jesteś jak zdrowie - tak ceniony, gdy stracił nie do wyleczenia, niech te słowa stoją teraz do przywrócenia cię, umorzenia, wygnania na jego koszt. Litwa, mój kraj! Jesteś tak dobry dla zdrowia Ile trzeba się nagrody, tylko można powiedzieć Kto mnie zgubiłeś A więc potrzebuje pomocy, będzie musiał przesłuchać wielu świadków i czy się zgadza. Zuzannie spodobał się, ale nie tak straaasznie, tak? – mhm – no dobrze, może być – mówi więc Z. – co prawda ja mam też ważne swoje zajęcia, może uda mi się zrobić czas ale.. – Patrz tam siedzą dwa grubasy skubią jedzą dwa dryblasy – To turyści z Ameryki w strojach regionalnych, czapeczka, rejbany pseudomilitarne, tiszert wpuszczony w szorty z paskiem, sandały lub snikers na półskarpetki, a jeśli temperatura przekracza 2 stopnie Celsjusza to od razu krótkie gacie z dużą ilością kieszeni. Z boku plecaka w siateczce dynda butelka z wodą, must stay hydrated, przyda się w obliczu globalnego ocieplenia. Rączka zgięta w ramieniu, telefonik w dłoni wystawionej na 2/3. – Takie coś to wielbłąd dwugarbny, chyba że ma stik do selfi, to trójgarbny. – Masz rację, a wożą się metrem za cenę jednego biletu, zamiast siedzieć w wagonie towarowym. Nie lubią jak się ich fotografuje naruszając prawo do prywatności, ale śmiało można, za granicą oni boją się wszystkiego i nie śmią się awanturować, nawet jak im się urąga w ich własnym języku: jo aschol, jes ju, ju łajtrasz moran! Goł sak jomama kant! Nie pójdą na skargę do policji bo na pewno skorumpowana, nic nie rozumie nawet jak głośno powoli mówić i jeszcze do gułagu zabierze. Dopiero w konsulacie można złożyć skargę, do kongresmana napisać i przy stole dziękczynnym indyczym dzieciom poradzić żeby w kraju wakacje bezpiecznie spędzały, taniej i patryjotycznie, pieniądze wesprą naszą ekonomię a nie terrorystów. Eddie zapytał ile sobie życzy. "Przynajmniej jakieś czterysta groszy za dzień pracy". "Trochę dużo, no ale ok..." – Czterysta groszy?? Czemu takie małe liczby dajesz? – to mało? a ile byś ty chciała? – a ile to czterysta groszy? ile złotych? – cztery. – czteery? tak mało? Chcę chociaż dychę. Ale to jest strasznie mało! Ma być dwanaście! – Uwielbiam interesy z tobą.. podbieranie niemowlakom cukierków to przy tym ciężka praca. Eddie się trochę krzywił że za dużo.. Trochę marudził, pytał czy część może być w kotach lub w naturze, ale pomyślał że później da odpowiednio napompowany rachunek policji, więc niech będzie. Nawet obiecał podwyżkę, premię jak dobrze pójdzie, "szczególnie jeśli będziesz robić dobrze wszystko co ci każę", "na kolanach" dodał po cichu pod nosem. Uzgodnili godziny pracy, od pierwszej dla Zuzanny, która wytłumaczyła Eddiemu że w jej kraju 13 to wieloletnia tradycja i wcześniej na plaży nie ma sprzedaży. Od razu trzeba było pojechać przesłuchać kilku świadków. Eddie przepuścił ją pierwszą, chciał obejrzeć jak ona chodzi. – po co? – na pupę jej się chciał popatrzeć.. – beee, fuj! Mów co dalej. Rytm naszych seriali wyznacząją śniadania, obiady i kolacje, współgrają ze sobą jak Sly i Robbie. Pojechali więc do najlepszej restauracji w mieście, w hotelu Tumskim. Jest tam taras z widokiem na rzekę, w miarę przyzwoity sandacz i tanie ale nietrujące wino. Zuzanna piła tylko sok jabłkowy, ale Eddie czuł się nie najlepiej, co zwykle zmuszało go do kuracji winem. Miał podwyższone tętno i wiedział z doświadczenia.. – Tętno? Kuracja? A na co chorował? Fuj.. – rytm bicia serca, a gdy serce bije mocniej.. – a, to wtedy miłość, rozumiem. Czyżby Eddie zaczął sobie uświadamiać że chyba się zakochuje? Napisz że Zuzanna piła takie wino bez tego.. – z porzeczek i owoców. Innego nie, bo wierzyła że alkohol jest przyczyną wszelkiego zła, szczególnie taki zawarty w obcym nam winie. Już sama nazwa Al Kool kojarzy sie z Al Quaidą. Alkohol zawarty w wódce jest mniej zły bo nasz, a jabłka bronią od Putina naszej niepodleglości i picie cydru jest obywatelską cnotą, wino szkodzi, szkoda mówić, a mówiła to na przykładzie swojej znajomej i przyjaciółki, niejakiej Pati Kateriny Maciołek. A czy wszyscy na Pati mówią matołek? – Nie. – Nie przezywają jej? – nie. – czemu? – bo nie. Tylko taki Duja wyzywa ją od matołów. Nie z nazwiska tylko idzie o rozum. – a do ciebie? – nie powiem. – D...? We Francji wszystkie dobre nazwiska zaczynają się na D. ![]() ![]() ![]() Zasiedli do obiadu. Eddie zamówił wiślane trepangi i na drugie wątróbki gęsie w malinowym sosie z dodatkiem winogron, a Zuzanna zaordynowała swoje ulubione pierogi w 3 smakach, naleśniki, pomidorówkę i deskę serów które miała zapisana na kartce, Pont l'Évêque, owczy z Pirenejów i jakiś trzeci, eksperymentalny, może kozi (tu dyskretnie zerknęła na ściągę): Rocamadour, Sainte-Maure de Touraine, Chabichou du Poitou, Valençay lub Pyramide. Po chwili przyniesiono jej pierogi i zupę, a kelner zapewnił że jest ser Podlaski i twarożek a reszty poszuka. Zamiast tego wzięła więc specjalność "Szef poleca", rozwielitki po karpacku. ![]() – Zuzanna lubi dobre jedzenie, szczególnie sery, byle nie pleśniowe na śniadanie. Jak dojedziemy zrobię deskę serów. – a kto pozmywa? – ty! – ja zawsze zmywam! – Tak, bo jesteś stary. Pomyśl jak mało ci już zostało okazji do pozmywania. Ile? Sto? dwieście? Powinieneś cieszyć się każdą chwilą! – mała little... – .. i przemawiasz do przedmiotów! Krzyczysz na przedmioty martwe! – co, co? – Wszystko słyszałam! Jak ci się raz złamał korek przy otwieraniu tego twojego wińska to krzyczałeś "Co za bydlę!". Albo jak się obijasz o meble, są takie stare że już powinieneś je rozróżniać, nadaj im imiona. Albo jak komputer ci się zawiesza. Tak samo jak ci spadła kanapka serem do podłogi to było słychać na cały dom "fuuuck! co za byyyydlę!". Bo jakby ci spadła nieposmarowaną stroną to byś podniósł i zjadł! O, zobacz, szyba się zacina w twoim starym dżanku, starym jak twoje spodnie dziurawe.. Krzycz na nią! Co za bydlęęęę!! – you little.. uszczęśliwisz kiedyś jakiegoś matołka... a ja nie dam centa na wnusia. Idź sobie do klasztoru. Z milicji też nie wykupię. – co, co? – Nic. Więc szansę na robienie deski również powinienem wykorzystać. – Będziesz robił deskę z bobu. Jak umrzesz dostaniesz bobu, cha cha cha.. – a ty zanim dorośniesz to dostaniesz w skórę. Poza tem trzeba uczyć przedmioty martwe że mają się słuchać. Jak np. coś mi leci z rąk, to mówię 'no chodź tu, gdzie leziesz!", a jak spadnie: "k..., co za j... bydlę!". I to działa. Mój kolega Zbigniew opierdala kelnerki i zadaje im dziesiątki pytań na które nie maja odpowiedzi, lub jeżeli to zdawkową. I to nie działa. – A ja kocham cię wkurzać... no pokaż.. złe oko! I nie myśl że nie słyszę jak mruczysz pod nosem ludowe pioseneczki ze wsi z wakacji w dzieciństwie na wsi, kiedy to jeszcze było kwaśne mleko i wiejska krucha łamliwa kiełbasa i kurki sobie jadły co wygrzebały, jakaś "Klamutka bałamutka przez wódka prostytutka". – A ja cię niniejszym oficjalnie wydziedziczam. Poza tem "do Klamutki bałamutki przyszedł sołtys, przyniósł wódki". Ale do rzeczy, Zuzanna była chudą dziewczynką bo miała trudne dzieciństwo i jak była mała nic nie chciała jeść poza lodami z keczapem i frytkami. Dzięki temu utrzymała piękną filigranową figurę i była jedną z najpiękniejszych młodych kobiet w regionie. Eddie zachwycał się jej fantastyczną hiszpańszczyzną, sinke i oczo wymawiała bez akcentu i umiała zamówić salsę z czipsami a jak pytali czy rocho czy werde, to bez wahania mówiła ambos por favor. Zuzannie Eddie coraz bardziej się podobał, jadł po męsku męskimi dłońmi, trochę palcami trochę widelcem, ale głównie widelcem. Pił dużo czerwonego wina z Czile i Argentyny bo już trochę tęsknił za Ameryką południową. Zuzanna nie była zbyt głodna, gdyż wcześniej zjadła już w domu śniadanie. Wiedziała też że restauracja w Tumskim nie ma nic co chociaż stało w pobliżu księgarni gdzie sprzedawali książki o francuskich serach i że zamiast Pont de Something podadzą jej Polofetę z mleczarni w Emolinku, a przyciśnięty do muru małoletni kelner powie że on kibicuje Legii, tu tylko dorabia za gówniane pieniądze i na pedalskim jedzeniu sie nie zna. Już to wielokrotnie przerabiała, więc rano zrobiła sobie szybkie jajko na bekonie, starannie wykroiła obleśne żółtko, i podśpiewując "Ziuta (tak nazywała siebie w myślach) nie wie co to poruta", wrzuciła jeszcze trochę szewra z Ałszana, zagryzła tostem, ubrała ładny tiszert z kotem i pobiegła na spotkanie. Teraz tylko udawała że je, bardziej do towarzystwa, wiedząc z jednej książki że małoletnia głodna jest w dużo lepszym stylu niż małoletnia najedzona. Rozmawiali rzeczowo, Eddie nie chciał poruszać tematów osobistych. – dlaczego ? – chciał być stricte profesjonalny – co znaczy strykte? Te twoje anglo makaronizmy.. – sorry, wyłącznie, tylko zawodowy. Zuzanna mu się bardzo, baardzo podobała i nie chciał jej płoszyć. – dlaczego? – bo myślał że jak zacznie mówić o sprawach osobistych to ona pomyśli że ją podrywa.. – no to co? – to że jak się czegoś chce to trzeba najpierw udawać że się nie chce. – dlaczego? – bo łatwo przyszło łatwo poszło. – no to co? – nie zależałoby jej na trwałym związku? – po co? – kiedyś tak było i było lepiej. – kiedyś miałeś 50 groszy i budkę telefoniczną, stale o tym ględzisz. Nie nudź więcej i mów co dalej bo cię zwolnię! – a ja cię oddam do wilków. – nie ma nic takiego i żadne leks lupus nie istnieje bo wiem bo sprawdziłam. Paszcza też nie istnieje. Gadaj! – Na razie kończymy. Musisz pozostać z uczuciem niedosytu. ******************************************************************
Odcinek dziesiąty Odcinek dziesiąty zjadł kot i popił śmietaną. Siedział nażarty i oblizywał się z ironią co wprowadziło redaktorów w szok. „Na stół go i ciach, może jeszcze nie strawił”. Poddany badaniom zeznał że było tam o reszcie śledztwa w Płocku, Mirco trafił na trop bandyty i gonił go po Europie w towarzystwie Zuzanny która traktowała to jako wycieczkę krajoznawczą za pieniądze podatników. ******************************************************************
Odcinek jedenasty Złapał Kozak Tatarzyna… Benito, żeby zamieszać w pogoni dał cynk agentom specjalnej troski że „jest klient”, ale ci, zamiast bogatego finansisty, schwytali Mirco. Dziewczynki ruszają go uwolnić... ******************************************************************
Odcinek dwunasty Niby kontynuacja, ale w tym odcinku i następnych więcej będzie o dziewczynkach - koleżankach Zuzanny, duuużo więcej o miłości i seksie i o tym wszystkim co odróżnia trzynastolatki (od 8 do 14.5) od reszty ludzkości. Dlatego
nadajemy nastepnym rozdziałom nowy, piękny tytuł - gdzie jest
powiedziane,
że książka ma mieć tylko jeden? Oto on : ******************************************************** JAKĄ ChCiAŁabYŚ BYĆ KSIĘŻNiCZKĄ opowieść przygodowa w odcinkach cała w ametystach, tiulach i innych niezbędnych elementach cywilizacji na różne rozdziały podzielona mądrym dla nauki, idiotom dla pamięci znudzonym dla rozrywki erygowana ******************************************************** Bohaterki serialu pojechały do Kolumbii aby odszukać Mirco, wielką światową gwiazdę. Mirco, porwany przez tajemniczych agentów, został następnie podstępnie przechwycony i uprowadzony przez bandytę Benito za morze. Bohaterki ruszyły w trop aby uwolnić przyjaciela. ********************************************************
Jechały strasznie długo, z lotniska przez całe miasto, potem ze dwie
godziny wąską drogą wzdłuż wybrzeża, a ostatnie 10
kilometrów po
piachu przez las. Domek stał nad samym morzem, klucze pod
doniczką. Mimo szoku wywołanego wiadomością o porwaniu Mirco, musiały
koniecznie wypocząć i coś zjeść. Niestety, lokaj nie istniał,
lodówka była pusta, ale obok stały wędki. No cóż,
trzeba
było sobie radzić.
Brakowało im doświadczenia ale instynkt podpowiadał jak machać nadgarstkiem żeby coś się mokrego przylepiło. Szybko schwytały okonia, piskorza i małego rekina, gdyż ryby te, zwabione widokiem nieoczekiwanym a pełnym splendoru całej kupy młodych i pięknych xiężniczek, same pchały się do rąk. Po namyśle postanowiły zjeść rekina, dlatego że rekiny czasem zjadają niektórych ludzi, tak z siedmiu na sezon i przyszła pora na to aby ludzie zaczęli zjadać wiecej rekinów z masy szacowanej na od 63 do 274 milionów likwidowanych rocznie na paszę, poza tem okoń stawał okoniem a piskorz piszczał i zwracał na siebie niepotrzebną uwagę. ![]() ![]() Jak postanowiły, tak zrobiły. Wszystko inne wylały z kąpielą, zwróciły się do rekina i spytały czy jest może złotą rybką i jak ma na imię ale nie chciał zeznawać, powiedziały więc, złe, chórem : "Ty rybo zdradziecka! Dlaczego zjadłeś tylu ludzi?" "Nikogo nie zjadłem, żywię się planktonem. Ja jestem z rasy wielkogębowych! Megamouth shark..Megachasma pelagios" – dodał po chwili, niepewny czy go rozumieją. Zapadła chwilowa konsternacja, ale Julia (zamierzająca w przyszłości studiować prawo) nie pozwoliła zbić się z tropu: "Tak tak gębę to ty masz mega nie od parady, ale zaraz poznasz konsekwencje oporu i obrazy władzy! Plankton jest ważnym elementem łańcucha pokarmowego. Co sobie wyobrażasz! Za karę my teraz zjemy cię po kawałku: zaczniemy od płetwy ogonowej, potem będzie grzbietowa, z niej podobno jest znakomita zupa, z innych kawałków zrobimy sushi, potem odejmiemy ci siusiaka którego wysuszymy i sprzedamy, są bowiem ludzie w Chinach co wiedzą że rekinie siusiaki są doskonałe na wiele rzeczy, zwłaszcza dla zasobnych seniorów, albowiem siedemdziesiątka to nowa czterdziestka". A już tyle wiosen liczył sobie bandyta, o czym wiedziały, choć było im wszystko jedno, bo każdy kto miał więcej niż siedemnaście lat wyglądał dla nich tak samo, za wyjątkiem Mirka. ![]() ![]() Rekin, przygnieciony argumentacją, postanowił ratować co się da i zasugerował carpaccio z części ogona (liczył że odrośnie), prosił tylko aby niedojedzone szczątki i ości przekazano do modnej restauracji Les Nématodes gdzie na wieki spoczywała już jego rodzina: mama i mała córeczka. Wreszcie zapadła noc. Dziewczyny powłączały telefony które radośnie ćwierkając łapały zasięg, zbierając w pośpiechu skumulowane wiadomości i zajęły się esemesowaniem. Martwy dotąd telefon Mirka nagle ożył intensywnym pobrzękiwaniem. Znudzeni porywacze poderwali się... – Czekaj, zaraz, jak doszło do tego? – Tak, że Mirko... mogę to zamknąć? – nie zamykaj okna bo się udusimy. – To było tak, że ... Mirko ..... został przecież porwany, tak? – Tak.. – .. przez wielkich agentów tajnych służb, nie wiadomo jakich, bo one były tak tajne te służby że oni nawet sami nie wiedzieli dla kogo pracują. – ci agenci? – Tak, to było tak utajnione że oni połykali specjalną miksturę która im kazała wszystko zapominać jak tylko coś się wydarzyło, po to by nie mogli niczego zdradzić, dlatego że jak tajny agent zostaje złapany to natychmiast rutynowo jest poddawany torturom i wtedy mógłby coś wyśpiewać, a jak zapomni to już nie wyśpiewa choćby nawet chciał. Ale, niestety, to właśnie przydarzyło się Mirkowi: zapytany jak się nazywa, powiedział: "Mirko", więc znowu: jak naprawdę się nazywa? Dostał parę razy po twarzy i znów: jak naprawdę się nazywa? powiedział: "Eduardo, Corroccio". Jak go zapytali co robi, zeznał że jest piosenkarzem, tancerzem celebrytą oraz gra muzykę dyskopolo z elementami jazzu. Na to zaczęli się śmiać, takim chichotem drobnym, w przeciwieństwie do bandyty Benito który się śmiał tak: ha ha ha ha, oni się śmiali: chi chi chi chi chi i mówili: "na pewno kłamiesz! Nie wyśpiewałbyś tak ładnie swoich tajemnic, w związku z czym musimy poddać cię torturom". – Już to byyyłoo, noo.. – Ale muszę sam sobie przypomnieć... więc najpierw poddali go torturom brzucha, potem torturom ucha, potem nosa, oka i na końcu podbrzusza, ale Mirko cały czas powtarzał swoje: że nazywa się Eduardo, jest śpiewakiem, a im bardziej to powtarzał, tym bardziej ci bandyci byli przekonani że to jest jakiś wyjątkowo chytry agent który nawet na torturach nie jest w stanie nic wyśpiewać, bo pewnie zażył miksturę niepamięci. Wreszcie Mirko poszedł po rozum do głowy, zajęło mu to parę godzin ale w końcu tam doszedł i pomyślał że oni na pewno chcą żeby cokolwiek im wyśpiewał, byle co, i wtedy przestaną go torturować. I zaczął opowiadać niestworzone historie: że jest agentem Mossadu zaplecionym silnymi węzłami namiętności z agencjami FSB oraz CIA, MILF i WTF. To pomogło. Bandyci ucieszyli się że wreszcie coś wycisnęli z Mirko: "chi chi chi widzisz trzeba było od razu śpiewać chi chi chi to byśmy cię nie torturowali, a tak to chi chi musieliśmy choć to nic nie szkodzi bo za to dostaniemy premię, od każdej tortury lecą nadgodziny, i tobie też się to opłaci bo w/g regulaminu dostaniesz wyższą rację żywnosciową, ale dopiero jutro". – Wyższy okup! W takim razie okup powinien być większy i mów do kogo mają zadzwonić, a jeszcze czym dziewczyny były zajęte... – Ok, dobrze, Mirko powiedział: "słuchajcie, za mnie zostanie wypłacony bardzo wysoki okup, tylko musicie wysłać sms'a lub zadzwonić na numery telefonu" "A jakie numery i kto to jest?" "Proszę zadzwonić do agentki Nadii, na taki-a-taki numer telefonu, bo ona ma różową komórkę z koronką z tyłu, i do agentki Oliwii, która ma z kolei kwadratowy telefon fioletowy z dwoma wypustkami.." – no nie musisz tego mówić.. – Muszę mówić! Potem Zuzanna, co ma zielony telefon okrągły.. – nieeee, nie ma czegoś takiego.. – a jaki ma? – normalny, jak ma moja mama, tylko że taką deskorolkę ma z tyłu taką.. – ok, deskorolkę. Lukrecja ma fona neoretro na korbkę, a Patrycja posiada telefon w kolorze écru z wypustkami, kutasami oraz lampasami. No i bandyci zaczęli dzwonić. Ale niestety nie mogli się dodzwonić, a dlaczego? Dlatego że dziewczynki, wyposzczone brakiem zasięgu nad Atlantykiem, siedziały przy stole i każda puszczała esemesa. "te, co slychać, co robisz?" i ten sms od Nadii szedł do Zuzanny. A Zuzanna pisała "nic nie robię a ty co robisz?" i wysyłała do Lukrecji, która odpisała "jak będziesz coś robić to zatekstuj", to poszło do Patrycji, a Patrycja "no co wy słuchajcie jak chcecie coś robić dajcie znać" i do Oliwii, a Oliwii nie chciało się samej smsować więc przesłała to dalej do Julietty, i tak sobie w kółko te smsy chodziły i telefony były wciąż zajęte. Porywacze myśleli: "no nie, te agentki to jakieś absolutne mistrzostwo świata, kto by tak był zajęty non stop i to jeszcze w godzinach pozasłużbowych (bo już noc zapadała), widocznie wciąż przesyłają tajne kody, instrukcje i różne inne tajne rzeczy których nawet nie ma jak nazwać, bo są aż tak tajne że nie da się ich nazwać w żadnym języku, bo nie ma słowa na to, tak jak Eskimosi nie mają słowa na opaleniznę". Tak minął cały wieczór. – Zaraz, przecież od smsowania telefony nie są zajęte.. – ale obciążają sieć, szczególnie w krajach trzeciego świata. – Co to za trzeci świat? – To tam gdzie gdy dwóch się bije zawsze ktoś inny korzysta. Wreszcie Patrycja zmęczyła się esemesowaniem i spauzowała swój telefon. I w tym momencie jednemu z porywaczy udało się dodzwonić. Był to lokalny biznesman Tadzio Nuvolari, który na co dzień zajmował się przekuwaniem lemieszy na miecze, a gdy biznes szedł słabo (co czasem się zdarzało), dorabiał trochę w porwaniach i wymuszeniach. ![]() Powiedział: "tu mówi tajny agent... przepraszam nie tajny ale age.. to znaczy kolega.." - i widząc że się zaplątał, przeszedł do rzeczy: "..mamy tutaj ważne wiadomości w sprawie niejakiego Eduardo, który podaje się za piosenkarza Mirco, ale chyba jest agentem.. więc potrzebny jest wysoki okup". Na to Pati, zasłaniając słuchawkę: "dzwoni jakiś w sprawie chyba okupu za Eddiego" po czym wróciła na linię i spytała "rozumiem Pana, ale jak to zrobić, w jakiej formie, gdzie go odbierać, czym będzie nadany? gdzieś na poczcie?" Agent na to: "proszę mi tu nie kręcić, wymagana jest ogromna suma dziesięciu lub jedenastu milionów dolarów w grubej walizce, mają być na wierzchu funty funty funty, pod spodem dolary dolary dolary, na dole ruble ruble a na samym końcu podsypać drachmami dla niepoznaki". ![]() Pati nie wiedziała że tę rozmowę od dawna podsłuchiwał ich odwieczny nemesis, słynny bandyta Benito, który jak wiadomo umiał liczyć tylko do jedenastu i był ukryty w krzakach. Jak usłyszał słowo "jedenaście" ucieszył się: "Wreszcie coś co ja mogę zrozumieć! Do tego się mogę podłączyć!" Wtargnął przez okno z wielkim hukiem i wrzasnął : "Jedenaście? Kto tu mówi jedenaście?! Ha ha ha ha ha!!!!" Pati na to: "wiem że jesteś Wielkim Bandytą i żywisz do nas ogromne uczucia nienawiści na styku miłości połączonej z pożądaniem i wstrętem, ale Mirko został porwany przez okropne siły nieznanego pochodzenia, więc jeśli natychmiast nie zdobędziemy tej wielkiej sumy jedenastu w talarach dublonach i innych takich, będzie zmuszony do wysłuchania 58 godzin disco polo non stop, i potem jeszcze jedenaście minut, żeby było razem 69". Bandyta pomyślał i mówi: "Te jedenaście to dla mnie żaden problem, ja tu mam w kieszeni tyle w drobniakach" choć zdaje się że nie zrozumiał że chodzi o miliony. Pati, która cały ten czas osłaniała słuchawkę ręką, mówi do porywacza: "mamy dla ciebie te jedenaście, jak to zrobimy?" Na to agent: "Musimy się spotkać w ciemnym i tajnym miejscu". Ale przerwał mu drugi agent: "Przeciwnie, spotkamy się w publicznym. W tajnym i ciemnym mogą nas zastrzelić". Patti na to skromnie: "a może by go tak pocztą nadać, za zaliczeniem?" Agent teraz sam zakrył słuchawkę ręką i mówi do swoich: "Słuchajcie, to jest jakaś niesamowita agentka. Z taką nigdy w życiu... Mata Hari to by jej mogła majtki zacerować". – Kto to Mata Hari? – Mata Hari była agentką w czasie I wojny światowej, była jedną z pierwszych płaskodesek wyprzedzając tym modę z lat 20-tych i pracowała dla Niemców, Niemcy walczyły wtedy z Francją, a ona działała w trójgwiazdkowej oberży Les Selles de l'intestin, skąd przekazywała im informacje o francuskich siłach zbrojnych. – Była piękna? – Była przepiękna, trochę jak Jane Birkin tyle że z fryzura niemodną i bez torebki za 100 tysięcy, ale i tak wszyscy się w niej kochali, swym brakiem wypukłości i nowomodną superciasnotą rozkochiwała w sobie różnych oficerów francuskich i tajemnice, które jej mimochodem zdradzali podczas dirty talking, przekazywała swoim mocodawcom Prusakom aby czynili brzydki użytek, za co płacili jej kwasem pruskim dobrym na prusaki. I dalej agent: "..to doskonała agentka i trzeba ją będzie kiedyś zwerbować, ma mega genialny pomysł żeby pocztą, bo po pierwsze, nie musimy go wozić w klatkach, zakładać mu worka na głowę, przejmować się że ucieknie, dawać mu jeść, pić, wyciągać mu siusiaka żeby się mógł wysikać jak ma ręce związane, odpada nam cała masa mokrej roboty! A po drugie, nawet jak przesyłka się zgubi, nie dotrze, to przecież jest ubezpieczona, my swoje pieniądze dostaniemy, nie? Genialny, genialny pomysł! Zrobimy tak jak ona chce, ale potem musimy się z nią zapoznać, zwerbować do naszej organizacji, ktoś taki to kwiat, kwiat zawodu agen.." – ale Mirko musi się uwolnić i z Zuzanną się spotkać! – Oczywiście. Ale teraz jesteśmy na etapie nadawania Mirko na paczkę. Pojechali więc na pocztę, wsadzili Mirko do dużej skrzyni wymoszczonej trocinami dla wygody, przez wieczko do karmienia dali mu trochę papki, trochę wody żeby miał co jeść w trakcie podróży w paczce. Porywacz oddzwonił do Pati i mówi "słuchaj, został nadany, numer przesyłki zero zero siedem łamane przez pe de i trzy dwa łamane przez ...ęć, pojutrze dotrze do miejsca przeznaczenia, ale proszę żeby należność za zaliczenie została wypłacona, bo inaczej przesyłka być przez was odebrana nie będzie mogła. Dostał tylko papki i wody na trzy dni, więc jeżeli go nie odbierzecie to biedaczek będzie musiał zjadać najpierw własne kończyny, potem trawić własne wewnętrzne organy a na końcu wynicować się kompletnie i zdechnąć z głodu, radzę żeby było zapłacone! No! tyle! A tak...przy okazji.. jak Pani ma na imię?" "Chce poflirtować" – pomyślała Pati – "potrzymam go na linii, dowiem się więcej" – i mówi: "ja jestem znana jako modelka z Persji i zajęłam trzecie miejsce w Wielkim Mazowieckim Konkursie na Palcownictwo na Mądrofonie. Moje imię.. – Katalina! Tak ma Pati na drugie, tylko w Polsce mówi że Katarzyna! – Quousque tandem, Catilina, abutere patientia nostra? – Przestań znów gadać po hiszpańsku! Mów "moje imię Katalina". "A skąd się wziął ten piękny przydomek?" – zapytał agent. "Urodziłam się na wyspie Catalina na Pacyfiku za Świętą Moniką, tam gdzie się skręca przy plaży żeby kupić marychę, jest ze mną moja przyjaciółka Zuzanna, palimy elektroniczne papierosy, rozmawiamy o gwiazdach i o tym kto kogo kocha najbardziej". Szef porywaczy: "Katalino jesteś na pewno piękna sądząc po Twoim głosie" a na to Pati "tak bo tylko piękne kobiety mają piękny głos, brzydcy ludzie mają brzydkie głosy, a najbrzydsi ludzie w ogóle nie mówią tylko myczą yyyy jak barany". "Tak, bo kto nie jest piękny nie powinien zajmować niepotrzebnie miejsca na naszej zatłoczonej planecie, a jak już musi to niech się jakoś z daleka odróżnia bo w ciemnościach można się czasem pomylić" - tu agent pomarkotniał bo coś mu się przypomniało. I tak sobie flirtowali flirtowali cały wieczór. Reszta dziewcząt bardzo się ucieszyła, pogratulowały Pati że tak sprytnie załatwiła sprawę. Bandyta Benito też się ucieszył bo pomyślał że zawczasu zakradnie się na pocztę, zapłaci te jedenaście czegoś tam, odbierze paczkę zanim dziewczyny się połapią i schwyta Mirko dla siebie samego! Taki plan sobie uknuł! Ale żeby nie dać nic znać po sobie rozpływał się w uprzejmościach, zapraszał na wino którego wiele butelek miał przygotowane, oraz egzotyczne zakąski: homary, fugu i na drugie quesadillas de huitlacoche na bedzie z lików. Był bardzo uprzejmy, powiedział że od teraz przestaje nastawać na ich godność, cnotę i życie. Przeciwnie, zacznie ich bronić jak od Budionnego bolszewika Częstochowy harcerze dzielni przed wrogami zewnętrznymi wewnętrznymi, tak że w końcu się zaprzyjaźnili. Tylko Zuzanna była jakaś smutna, zamyślona, trochę chora, pomyślała tylko o Mirko, "Mirko, a nikt się mną nie zajmie, nie pogładzi po główce, nie przytuli, nie pocałuje choćby nawet w policzek..." – I zadzwoniła do Taty! – No i zadzwoniła do taty. A tata jak zwykle był zajęty zbieraniem butelek po Benito, był to dobry biznes bo Mussolini wypijał takie ilości że gdy pozostawał gdzieś na dłużej, małe huty szkła prosperowały w okolicy. Butelki pobrzękiwały na pożyczonym z Tesco wózku, tata mówi "kochanie słabo cię sły.. brzęk brzęk butelki tu mam brzęk brzęk brzęk więc powiem brzęk ci brzęk bo brzękbrzęk brzęk". Zuzanna mówi "Tato, kochany tato gdzie jesteś? Ja bym na ciebie tak chętnie dzisiaj wlazła, wskoczyła na głowę, ja bym się śmiała a potem mówiła Osioł Osioł Osioł..." – hi hi.. – głupawka? Wywołałem głupawkę? – nieee... hii hi – albo głupawka albo opowieść – no dobraaa Więc Zuzanna się pocieszyła bo mogła sobie podworować z taty, a tata i tak nic nie słyszał bo brzęk brzękbrzęk brzękbrzęk, tata cały czas sobie te brzęki przeliczał na pieniądze, kaczink kaczink. Obliczył że otrzyma 73 złotych na pół nowej koszuli albo jako zadatek na całą, a po cichu liczył że jak da zadatek to mu dadzą całą a potem nigdy więcej nie dopłaci i ucieknie z resztą i całą koszulą do Ameryki. Inne dziewczyny świętowały ciesząc się że Mirko zostanie uwolniony. Ale potem zauważyły smutek Zuzanny. "Zuziu, kochanie nasze! Nasza siostro aniołku nas co wywiodłaś z prowincjonalnej nudy na uwodzicielski Świat emocji i pokuszenia, choć jeszcze pięć lat nam zajmie żeby wszystko się nam porządnie uformowało, powiedz czemu jesteś taka smutna?" No i Zuzia pocieszyła się że się nią interesują i zaczęły się ściskać, obejmować, gratulować sobie dobrego gustu, w jakich ładnych kolorach mają sukienki. I tak, Nadia miała sukienkę różow... – nie, to Patrycja! – Patrycja miała różową, z wypustkami, z kokardkami. A Nadia miała sukienkę... jaką? – taką ... w kratkę.. – sukienkę w kratkę, w szkocką kratkę. Lukrecja z aksamitu, a Oliwia spódniczkę mini oliwkową. Julieta nosiła spodnie, Zuzia wdziała sobie ramoneskę skórzaną czarną kurtkę.. – a Julka miała ubraną niebieską.. – .. a Julka niebieską. Zuzia w swym ulubionym kolorze czarnym, w którym jej było do twarzy mile kontrastując z jej słowiańskimi rysami oraz z włosami które miała zapuszczone aż po pupę, tak? – mhm.. – .. i lekko na bok, i tutaj z przodu, a tam trochę taak i tu trochę taak, i w ogóle była przerażająco piękna. I tak sobie myślała: "O Boże nie daj żeby to piękno się zmarnowało, to piękno które ja unoszę i pielęgnuję wobec zgrzebnego świata przaśnych ludzi, co wolą iść o szóstej do fabryki zamiast jechać na Karaiby. Dlatego Mirko musi natychmiast przybyć, musimy się znowu spotkać, troszkę potrzymać za rączki, pokazać sobie księżyc, gwiazdy, porozmawiać, porozmawiać" ..ale to dopiero w kilku następnych odcinkach, dlatego że na razie wszystko zostało ustalone i nazajutrz dziewczynki miały udać się na pocztę po paczkę. – ale opowiesz mi DWA odcinki ! – no pewnie, ale na razie poszły po paczkę zawierającą Mirka, lub ewentualnie szczątki Mirka w zależności od tego czy pracownicy poczty obchodzili się z przesyłką łagodnie czy brutalnie. I na tym kończymy ten odcinek. No co, ładny? – Tak... teraz drugi.. – Drugi potem.. Myszosławo, co dzisiaj robimy? – idziemy na basen! – tak prosto z samochodu? – dzwoniłeś do tego swojego kolegi co ma własny basen? – dzwoniłem już do niego, nie ma go, a i basen ktoś zepsuł. Maszyna się odezwała. Możemy pójść tylko na publiczny basen jak chcesz, tam gdzie przejeżdżaliśmy kiedyś. Chcesz? – aha! – jako przewidujący.. popatrz do tyłu.. są twoje łaszki, pomyślałem że będziesz chciała na basen więc ci kostium wziąłem.. – a swój? – swój nie.. – nie będziesz się kąpał? – do publicznego basenu wszyscy sikają, ja nie gustuję, ale jak ty masz ochotę.. – nie każdy wcale.. – wszystkie takie małe sikacze jak ty, Nadia i Pati sikają w basenie, więc możesz się pluskać a ja będę czekał na brzegu, powiewał chusteczką i płakał za tobą. Chcesz? – Tak! Co dalej? – Poza tem musimy kupić jajka na śniadanie. Te kulki które jadasz są jadalne? Takie jak ostatnim razem miałaś? Były dobre? – tak.. ale mów co było dalej... – No dobra, ale jakie jest magiczne słowo? – poproszę! – poproszę kogo? – Pana. – a dalej? – jak ci brakuje konceptu to zawsze marudzisz.. niech będzie że Pana Ojca.. surowego.. ale sprawiedliwego, bla bla bla. Nie nudź stary krabie! ********************************
A więc nadszedł oczekiwany dzień, poranek, ale najpierw trzeba było znowu zjeść śniadanie, bo bez śniadania dziewczynki czuły się niespełnione i jakieś próżne. Życie ich zbudowane było na solidnym fundamencie ze śniadań, makijażu, tiktokowania, mesendżerowania i tekstowania i pominięcie któregokolwiek z tych elementów mogłoby spowodować poważny kryzys całego systemu. Dziewczynki zwiedzają. Najpierw podróż po 'apartamencie' i selfie przed lustrem. Trzeba włożyć szpilki i bieliznę, selfie. Sukienkę, poza, selfie. Idziemy zwiedzać: hotelowa restauracja i bar, Pan Miksolog serwuje czerwone na żółtozielonej podstawie, ma się nie zmieszać i wydzielać widoczne różowe opary. Potem zamawiamy coś na zdjęcie i do maka na jedzenie. Gdzieś tam jest nasz cel, klub Hedonist, wiele wiele selfies. Po śniadaniach zawsze były pełne. Pełne wymowy, radości, pełne miłości, ale gdy nie jadły śniadania czuły się puste jak lalki lub butelki w które nic nie jest włożone. W lodówce która nb. słabo grzała były tylko resztki rekina, więc na śniadanie zajechały do pobliskiego Radissona, przy samej plaży zaraz za Palomino. Budynek w stylu indigenous, projektu Caroline Meersseman, zainspirowanej lokalnymi kulturami i communities Huichol i Cora, którzy to amusing natives nie dawali rady z niczym zanim im Karolina nie pomogła. Jak napisał Torygraf, "Furniture is soft and natural, with lots of rattan and other wood. We were in a rooftop studio suite with a plunge pool and each morning we opened the curtains and looked out over the hazy mountains, listening to the weird and wonderful squawks of birdsong. The bed was huge, the floor had been made from volcanic stone and the bathtub carved from rock. There was a butler on WhatsApp, a golf buggy on speed dial and bicycles parked outside". Dość pełno, dookoła turyści grubawi z Anglii czerwoni, starawi, Angolki bez mejkapu bez fryzury zrzędne rozmamłane, trochę tubalnych Niemców, Amerykanie siwi z długimi włosami w kuc starzy w sandałach, nawet jedna koślawa Francuzka z bachorami. Każdy gapi się w telefon i w nim grzebie, ale wifi słabe, więc co chwila wołają kelnerki, karenują, wszystko nie tak. E l o m e l e t o n o s o ł h a a a t n o c z i l i p l i i z p o r f e j w e r !! I zaraz ciszej pod nosem "stupid nig....", przewracają oczami do siebie. Zuzanna była w podłym nastroju. Inaczej wyobrażała sobie miejsca bardziej egzotyczne od tych, gdzie była do tej pory. Myślała że będzie inne towarzystwo, ekskluzywne, jak Angielki to takie jak Julie Christie albo Jane Birkin a nie jak Głyni z Jorkszajer. Wytworne butiki, tyle kasy i czasu żeby tu dojechać, młodzi bogacze, będzie kogo poznać.. Brzydactwo wokół zdawało się obrażać ją personalnie. "Na głupiej Ibizie jest lepiej, a nawet w Playa". Co sobie dziewczynki pomyślą, dla których szczytem egzotyki była do tej pory Grecja? "My jestesmy tu najlepsze", nie wiadomo tylko czy się cieszyć czy płakać.. – Heeej! – Powiedz sama, ale szczerze, czy zachęciłaby cię broszura z Dżesiką na okładce? Wysiada z Lambo - ale traktora - i wchodzi do kasyna z garścią drobnych pograć w maszynki. – Sam mówiłeś że jak są reklamy to z definicji nie jest ekskluzywnie ani cool. – Good point. – Znowu mówisz po makaronowemu! – Ok, dobry punkt. Wkrótce podszedł nieletni kelner ubrany w poranny, świeży mundur i uroczo się uśmiechnął. Nadia zamówiła empanadas, pierożki miejscowe. Oliwka - chleb z oliwą i twaróg, Lukrecja: bisque. Pati poprosiła o salceson i setę, na co kelner zareagował „nice try” więc zmieniła na kotlet z redbulem, a... kto tam jeszcze był? – Julieta. – Julieta zamówiła ... jadalne niezapominajki.. posypane płatkami róży. – jest coś takiego? – .. nie wiem, może.. Zuzanna poprosiła o jajka na bekonie, kilka różnych kozich serów i jeden taki czerwony francuski. Więc kelner zapytał: jaki czerwony ser francuski? bo jest sporo takich, na co Zuzanna że owczy, ale jak on nie wie to znaczy że się nie nadaje tutaj, tupnęła kilka razy nóżką i powiedziała że ma być jej ulubiony ser, albo zostanie zwolniony, a przedtem zdeptany i pobity przez jej ochroniarzy. "A jak ja mam się dowiedzieć jaki to ser?" "prawdziwy zagraniczny kelner sam by się dowiedział, rozpytał po różnych miejscach" "Ja jestem lokals stąd.. w jakich miejscach?" "To twój problem, koleś amigo". Chłopak odszedł, tylko Pati posłała Zuzannie pytające spojrzenie. Zuzanna nagle się zreflektowała. Przeprosiła, wstała od stołu i zaczęła szukać kelnera, po drodze napotkała dwie 20+ Rosjanki obwieszone złotem i z satysfakcją pomyślała że im też sporo brakuje. Znalazła go w końcu. "Sorry wygłupiałam się. Jestem w pracy i nie mogę odstawać od reszty. Muszę udawać głupią turystkę, dużo od tego zależy, inaczej bym sie wsypała... wiem że to brzmi sztucznie ale wszystko ci wytłumaczę" - uśmiechnęła się przepraszająco. Chłopak zmierzył ją badawczym spojrzeniem, w końcu uśmiechnął się też. "No offence". "Ale, naprawdę. I mean it. Hit me on snap". "Sure thing". "I am Suzan.. yo.. uno y siete" "U mean 17, diecisiete años? I'm Rodrigo". "Pizdumiczju", "lajkłajz. Zrobię ci ten ser na czerwono, en rojo, posypię papryką". I uśmiechnął się znowu. Wróciła do stolika. "To nasz człowiek, Pati. On tu wszystkich zna. Specjalnie go zaczepiłam żeby potem wypytać". Zaczęły ładnie jeść, widelce cały czas w lewej ręce, bez krojenia wszystkiego prawą na kawałki. Wiedziały że eleganckie damy nie oblizują się i nie wiercą. "Jak ten koleś ma na imię?" – uczepiła się Pati. "Zapomniałam, ale on się nam jeszcze przyda". "Do czego?" "Gdzieś go do tej historii później wsadzimy" "Albo on tobie" "Gupiaś!". Szczebiotały tak od niechcenia, a każda się cieszyła że niedługo wykupią Mirco. Niemce wpijały w nie wzrok usilnie, korzystając z tego że ich samice zajęte były wrzucaniem swoich dań na instagram i zezowaniem na rosłych ochraniarzy. Rosjanki udawały że patrzą na swoje wymyślne paznokcie. W Radissonie był sejf na który Rodrigo od dawna miał ochotę. Przyjął się więc na busboya, miał ambicje zostać warlordem i narkoszefem i od czegoś trzeba zacząć. Szybko zauważył że zawsze jak przyjeżdża duży wycieczkowiec, tona dziadów przywożona jest na hotelową plażę, a koło drzwi do sejfu staje dwóch ochroniarzy. Dziady roją się na leżakach, co chwila któryś chce a to piniakoladę, albo seks onebicz, choć snadniej by im dać klusek albo papkę. I czemu tak daleko do toalety? Kelnerzy latają z karteczkami do biura, tam składane są na wielką kupę, a pod koniec dnia, czyli o trzeciej, jak już pora zwijać się do portu i na statek żeby spać, podchodzi dwóch innych mięśniaków z workiem, opróżnia go z kasy, z powrotem zbiera karteczki i jeszcze jakieś paczuszki i spokój do następnego tygodnia. Wszystko gotówką, po cichu i dyskretnie. Paczuszki wędrują tym wycieczkowcem po różnych wyspach i portach, kilku staruszków zawsze też po każdym rejsie trzeba odtransportować w opakowaniu do kochającej rodziny, więc następne pudła się wiezie, biznes sie kręci, a glina i straż morska zajęte pogonią za rybakami. Na tarasie hotelu, tymczasem, dzień się wolno snuje. Turyści instagramują na leżakach przy basenie, choć 30 m. dalej jest fotogeniczna plaża, ale kto by tam wchodził do niehigienicznej wody, tylko kolorowe miejscowe dzieci i brudni lewacy. Turystki leniwie obracają się na leżakach jak na rożnie, trzeba zgubić blady odcień, ale uważając żeby się za bardzo nie zlatinozować, a te mniej upigmentowane, nie uindyczyć. Trudna sztuka wymagająca znastwa, stąd wiele influencerek wzajemnie się tępiących, z blond bojfrendami się nudzącymi po tej plaży wałęsających. I w tej ciszy wilgotnej leniwej nagle znienacka jeden Swiggin pobił się z Nooginem. Poszło o śledzia, co już całe rano leżał na plaży przykryty mrówkami. Widok sępa opodal krążącego zwabił Svena. Jak wiadomo, nie ma lepszej przyprawy od kwasu mrówkowego. "Będzie uczta". To lepsze nawet od mchu co jak go z kamienia zeskrobać, na sałatkę pyszny z robakami. Ale obok lazł biały jak zwłoki Noogin. Gniewał się on na Swiggina, bo nie tylko zaszłości z przeszłości i pretensje do gjetości, ale i nowe ich chamstwo, bo my w NATO od początku, a ci teraz na gotowe, łaskę Murykanów łaskawą zebrali i nawet z Finami byłymi psami pogodzeni swoimi. A ile w czasie wojny się obłowili na handlu z Himmlerem, to tylko Szwajcaria wie. "Oddawaj!" Obok przepychał się tzw. Bryton, oni najwięcej doświadczenia mają, i szczycą się swoją biegłością w pośrednictwie i rozstrzyganiu tubylczych sporów plemiennych, jak w Indiach na Cyprze czy Palestynie. "Szwecja nigdy nie byłaby zamieszkiwalna gdyby nie polowania z psami co sobie wolno biegają. To dziedzictwo kulturowe i święte prawo musi być chronione. Wojny się wygrywa na boiskach szkół dla chłopaczków i potem po sraczach po nocy. Narysujemy wam linię jak Lord Kużoń". "WTF!?!" - Noogin aż się zatoczył. "No tak, tu cytuję: “Uważamy za konieczne usuwanie przeszkód dla myśliwych którzy wykonują swoją pracę w tegorocznej nagonce na niedźwiedzie" - tak rzekł wasz Joachim Lundqvist, minister ochrony zwierząt na okręg północnej Szwecji". “To dlatego że nasilają się protesty przeciwko polowaniom na rysie i wilki" "Tu nie o jakieś tam rysie! To mój śledź! U nas dba się o przyrodę! Nasz Tony Christian Tiller, norweski sekretarz stanu, wyraził nadzieję że zwierzyna i myśliwi będą mogli koegzystować i podkreślił wagę kooperacji i wzajemnego porozumienia stron". Zwabione hałasem, zleciały się szwedzkie brunetki i blondynki, tak tak, są czarne Szwedki jak czarni Ajrysze. I dawaj na Norwega: "A weźże sobie swoje Gjente- i Kvinnehird! Śledź jest nasz!". Stojący obok turyści komentowali: "Angole mają swoją własną kulturę zwaną dogging. Dogging and knifing" "No tak, bo ammo is expensive! Stilton jest dużo lepszy niż Roqe..something. Przynajmniej mamy praworządność. 'Group That Vandalized Trump Golf Course Faces U.K. Ban as Terrorist'" "It's a given that drunk Sweegins will swing at Noogins and eventually one will slip and die. Why bother even to investigate? It's part of the landscape, like sucked-out herring remains lying on a sidewalk in a pool of vomit". "Patrz na te masywne walkirie. Biedny Assange". "Byłem raz w Sztokholmie, wygląda jak brudniejsze kwartały Hamburga, tyle że bez prostytutek i pamiątek po Bitelsach". "To jedź do Oslo, jak chcesz zobaczyć zatokę zazielenioną wysiękiem z fabryki ropy". "To jedź do Helsinek, zobaczysz tanią imitację Leningradu dla reżyserów co ich nie stać na real thing". "Przynajmniej mamy smaczną kuchnię. Szorstki język rena, sfermentowany w kałuży z pijawkami i upieczony na tlącej się trawie". "Tak tak, jak ren był młody, język ten służył dla Finek gdy ich mężowie po stu Malianne i opróżnieniu galona na głowę, próbowali sobie trafić swymi wyciągniętymi z pochew puukko". Korzystając z zamieszania, Sven złapał śledzia za ogon i zbiegł pod skarbczyk. Coś tam szepnął ochroniarzom, sięgnął do kieszeni i zniknął za drzwiami. Po chwili wyszedł i stanął na warcie, a zluzowani goryle poszli na piwo i niebawem zniknęli z niemieckimi babciami za palmami. Widział to wszystko Rodrigo. Widziała i Zuzanna. Na plaży Norweg dalej wykłócał sie z Angolem, do czego dołączali kolejni z desantu z wycieczkowca. Przyłączył się Duńczyk: "Jedni i drudzy nasi byli niewolnicy". Norweg: "A wy wymyśliliście pornografię, ale wciąż nie macie pojęcia jak ją robić". Szwed: "Finowie to zwierzęta nasze domowe". "Nieprawda, bo nasze" – wrzasnął gruby Niemiec, chwycił jednego Lapończyka za kark, podniósł go jak kota do góry i obejrzał ciekawie, następnie postawił go na nogi i rzekł: "Żeby mi kapitan naszego okrętu takiego jednego podarował, kazałbym go uwędzić i w kościele powiesić, gdzie z innych osobliwości grube jaja się he he he znajdują i pamiątki bohaterów Drugiej Bitwy o Charków". "A tu pisze: "The Swedes, whom Germans call Lichendeutsche on account of their diet, used the Finns as stable slaves, not fit for domestic duties due to odor." Rodrigo cały czas zerkał z ukosa na pilnującego skarbca Svena. Zuzia przyglądała mu się z porozumiewawczym uśmieszkiem. W końcu nie wytrzymał: jak chytrego Szweda pokonać? Na to cytat mu podsunęła z grubego tomu co go na plaży poczytywała, "O tu patrz. Podzielisz się? Dobrzy pachołkowie, ale przecie nie z żelaza. Impetu nie mogą wytrzymać. Impet to grunt! Byle z impetem!.. Najlepszy to sposób na Szweda!". I dalej: "Mdły to naród, bo ziemia tam okrutnie nieurodzajna i chleba nie mają, bo jeno szyszki sosnowe mielą, z takiej to mąki podpłomyki czyniąc, które żywicą śmierdzą. Inni nad morzem chodzą i co tylko fala wyrzuci, to żrą, jeszcze się z sobą o owe specjały bijąc. Czasem po roku mięsa nie widują i ciągle głodem przymierają, chyba że połów ryb zdarzy się obfity." Rodrigo z uznaniem popatrzył na Zuzannę, taka młoda a tyle już wie. "OK, to ja go z byka a ty szur, łap co przeładowali do dużej torby z tych małych pudełek. Bierz kasę i walory". Na plaży kłótnia tylko się wzmagała, co skutecznie odwróciło uwagę wszytkich obecnych. Francuz: "Jak zwołać quorum skandynawskich dyplomatów? Rzucić zgniłego dorsza do kubła w ONZ. Jak wywołać bratobójczą wojnę? Podzielić go nierówno". Niemiec: "Dowódcy rycerskiego Wehrmachtu nie wiedzieli nic o rzekomych zbrodniach i aktywnie im się sprzeciwiali. Pojedyncze jednostki mogły czasem być nieuprzejme dla schwytanych sowieckich politruków ze względu na to że komuniści nie podpisali konwencji genewskiej. Generałowie kultywowali staropruskie cnoty jak honor i ascetyzm i nie socjalizowali się z Waffen-SS poza miejscem pracy. Dlatego niesprawiedliwe kary zostały skrócone dzięki staraniom angielskich oficerów i rozsądnemu stanowisku OSS". Amerykanin: "Razem pójdziemy wszyscy na bolszewika, ale musicie nam więcej płacić". Sven co chwila odwracał się i przez dziurkę od klucza pociągał z lubością nosem. Gdy tak był zajęty, Rodrigo zdzielił go przez łeb i przytrzymał, a Zuzanna czmych i łap za torby. Wepchnęli Svena do środka, zamknęli drzwi i chodu do pokoju rozdzielić łup. Rodrigo wziął prochy i część kasy, Zuzia resztę. Rodrigo: "Niech se tam posiedzi. Nas uczyli że Virgin Islands sprzedali wraz z inwentarzem, czyli nami, do USA w 1917 za 25 million dollars! FFS! A w 1784, France oddała St Barts Sweeginom 'w zamian za prawa do handlu w porcie Goteborg (what?!?). Ale potem oddali to Francji po referendum in 1878. This it even funnier than Brexit!". "My też mamy swoją historię, kiedyś ci opowiem, jeszcze się na pewno spotkamy, ale chodu teraz, adios!". Ucałowali się na do widzenia, Zuzia pognała do dziewczynek, natychmiast trzeba było się zbierać. ***************************************
Zegar ścienny wybił dwunastą, o której to godzinie przesyłka miała być dostarczona na pocztę. Wsiadły szybko do burakomobila, na co pozwoliły sobie wyjątkowo, bo było ich sześć i do normalnego auta nie zmieściłyby się - znając zasadę że jeżeli wiesz że nie wolno czegoś robić, to znaczy że możesz to robić - i ruszyły. Przyjechały na pocztę - a poczta zamknięta. Przed pocztą wyleguje się pracownik poczty na słońcu. Na nosie ma sombrero, w ustach cygaro. "Czemu poczta jest zamknięta? Co to za zwyczaje, obyczaje?" On na to: "jest zamknięta bo po co ma być otwarta?" "Jak to po co?" "Praca się skończyła, przesyłka tylko dzisiaj była jedna awizowana, już została odebrana kilkanaście minut temu przez jednego pana, który tak się dziwnie śmiał : ha ha ha ha ha.. no i nie ma nic". Dziewczynki nagle zrozumiały że Benito Mussolini, złoczyńca wyjątkowy, podstępny, ubiegł je! Ubiegł w podstępny sposób szachrajski, przyjechał na pocztę, wypłacił jedenaście sestercji czy co tam miał w kieszeni i zabrał Mirka w nieznane. Dziewczynki rzuciły się do pracownika poczty : "Pokaż awizo!" Pracownik powoli podrapał się po grubym brzuchu.. – Co to jest awizo? – Awizo to jest taki kwitek, dostajesz na przykład list polecony i kartkę która się musi zgodzić z odbiorcą i trzeba ją podpisać aby odebrać przesyłkę. Kiedyś w lepszych czasach były też awiza na telefony międzymiastowe, na zaś. Przychodziła do domu kartka żeby przyjść pojutrze na pocztę o trzeciej bo będzie telefon i to rozumiem. Pracownik wyciągnął z kieszeni pomięty papier, było tam nabazgrane okropnie "by my", Benito nie umiał czy nie chciał podpisywać się imieniem i nazwiskiem w całości, a pod spodem stało "nal.pob" co znaczyło "należność pobrana". Rzuciły się na niego żeby pokazał tę należność, ale wytłumaczył że tę należność już przepił i przejadł, zapłacił zaległe alimenty więc już nie ma nic poza 3 groszami które mógłby im oddać jakby chciały, ale lepiej nie, bo potrzebuje jeszcze na drugs te trzy grosze. Zobaczyły że nie ma tu co robić - ale na awizo był naskrobany adres! Głupi Benito wyskrobał swój własny adres! Zamiast napisać fałszywy, podał swój prawdziwy! Ulica Otolińska pięćdziesiąt pięć przez coś tam, "przez" było przekreślone i pomazane, ale Zuzanna od razu wiedziała że tylko jedna jest ulica Otolińska na całym świecie. Wsiadły do samolotu, prywatnego ultranowoczesnego szybkiego samolotu zostawionego im w poprzednim odcinku przez Mirco i natychmiast poleciały do Płocka. *********************************************************************
Lotnisko w Płocku mieści się na łące za Galerią gdzie nie ma żadnych niepotrzebnych bohomazów tylko same Wspaniałe Kapitalistyczne Rzeczy. Pękata i wypukła, przyciąga tubylczych obywateli którzy omijają pobliskie błonia (bo błoto), choć żyją tam żurawie i czaple i czasem lądują małe smukłe prywatne dżety z Kolumbii pełne prawie dorosłych panienek i paczuszek obklejonych taśmą. ![]() W mieście bardzo wiele się zmieniło. Region się zmodernizował, ubogacił w blachodachówkę i tuje. Zaraz po szóstej, gdy tylko wybrzmią dzwony, żwawo budzą się kosiarki. Zachęcone, dołączają spalinowe piły. W ekskluzywnych Podolszycach pojawiają się Ukrainki pomóc Państwu spakować do szkoły przyszłych Prawników i Właścicieli, a na Radziwiu babcie i dziadkowie po małych Przedsiębiorców i Mechaników. Popołudniami nawet w uboższych dzielnicach unosi się zapach startera do paliwa do grillów, na których za chwilę zaskwierczą kiełbasa i żeberka. Dokończono przedostatni, prawie 3-kilometrowy odcinek północnego fragmentu obwodnicy. Ksiądz Sz. z Archidiecezji wypowiedział przy tym kilka trafnych i mądrych uwag. "To wielka chwila. Mamy już jedne z najlepszych autostrad, mimo że sieć pozostawia trochę do życzenia". Ogłoszono nowe prawa uchwalone przez Parlament: O Podwyższonych Karach za Niemycie Samochodów i O Sikaniu Na Poboczu i Punktach za Brak Apteczki. Zdarzali się malkontenci. Jeden lewak naszczekał na internecie: "Życie ludzkie staje sie za bardzo hałaśliwe, za mało w nim spokoju dla ducha", co spotkało się ze zdecydowanym odporem prokuratora, "Niech tam, ale turkot pił zabezpieczających paliwo dla naszych pieców jest może lepszy od spokoju ateuszy bez duszy". Ustalono też że poproszony o opisanie sytuacji wypadkowej, nie potrafił opisać marek, modeli i koloru samochodów. Szok wywołały zeznania mechanika jak to nie chciał przyjechać "z rana" i jak źle dbał o samochód. Wprowadzono zakaz stania i nakaz przechodzenia, opłaty z automatu i brak zezwolenia. Ponadto ograniczono i uregulowano oraz wylegitymowano i zatrzymano. Komendant Jawnuta napomniał, podkreślił, zapobiegł i surowo przestrzegł. Z centrali nadeszły należne środki którymi eurokołchoz głuszył swoje pojałtańskie sumienie, więc postawiono przy udziale lokalnych przedsiębiorców wiele świateł czerwonych. Suweren powstał z kolan aby żyć i jeździć godnie, nie jak za bolszewii gdy tylko nomenklatura miała samochody za pozwoleniem Moskwy, a komuniści kazali jeść ludziom kwaszoną kapustę zamiast cytryn. Po ulicach kręciły się wielojęzyczne tłumy, dawno minęły czasy gdy obywatele barykadowali się w domach na widok Cygana, od tego teraz jest Straż Obywatelska. Miejscowe gazety wspominały nawet że Płock bywa niekiedy nazywany Wiedniem Północy, choć wciąż nieczęsto. Więc przybyli na festiwal Amerykanie na reprezentacyjnej ulicy Tumskiej grali folk i kantry i z daleka dobiegało "Bin haroteksa świlisisi O jebenabe renifery dałniu orlin" a zaproszeni na wykłady w katedrze Kiło i Kotoznawstwa Rosjanie komentowali "Pachochnost wjebana na blać chuclita waszy mjas", na co Francuzi pod nosem "Trędu pęotretułar" a Hiszpan pod rękę z Grekiem "Klaramanti kalako lapiniareskal sjendoles direlito tiwibrama profesjonal des putos". I tylko "Mister Szerstobitow, Pan Buś, Gaspadin Gimler, Mesje Czerczil, o dzin dobri pan Pilsudki Lomniki Grosiki how are ju łonderful tusiju" a wszyscy w drodze na festiwal. Na afiszu wieczór otwierała jutubowa sensacja Masłosojuz, za nimi na głównej scenie Stargard Fishing Enterprise 51 (deathmetalowcy z Danii) i Amish Gangbang z didżejem Madafaka; ale to atrakcje nocy: megazespół Rozpustny Staruszek i Kocoń spodziewany grubo po północy, ściągnęły entuzjastyczne tłumy. Niestety w ostatniej chwili wycofał się konkurencyjny Wścibski Starowina, wdany w fiut (z ang. feud) z Rozpustnym, a to przez to że jego solistka Rebekkah Patrykoliwia Skorupka, natchnienie jedenastolatek z całej Pustyni Mazowieckiej, szczególnie tych elitarnych, należących do Jednego Procenta Załadowania Baterii na Mądrofonie (bo mają dużo lajków i stale ktoś do nich dzwoni), dostała nerona. W dodatku od Wścibskiego odeszła basistka Straponella i założyła własną grupę Schludna Suka. Tylko w Marjocie zostało bez zmian. Wieżowiec upchany biednymi nie dostawał funduszów bo podobne do uchodźców dzieci roznoszą choroby, a w środkowej klatce mieszkali kociarze. Na dowód często przytaczano popularną wśród dziatwy piosenkę :
ara wara kocia wiara
kici miał, kici miał Miasto było pełne optymizmu. Na wiatach autobusowych cytaty: "Światowe media: Rośnie świadomość, że Polska jest graczem, z którym trzeba się liczyć." Władze nie wątpiły że wkrótce zaistnieje na mapie Unii co przyniesie obfitość wieżowców autorstwa Sera Fostera, przypominających rozmaite domowe przedmioty codziennego użytku lub opakowania środków czystości, te autentyczne z Niemiec. Powoli ale systematycznie, panorama patrzona od Oszana w stronę Podolszyc zaczęła wreszcie wyglądać zupełnie światowo, niczym w Dubaju czy u Turkmenbaszy pięknie nocą podświetlone, co z tego że jeden pseudoarchitekt szkalował że jak otwarte usta dziada z powybijanymi zębami. Nie załapał się na deweloperkę to teraz pluje. Jeden taki obiekt zaczęto nawet budować, w formie zmiętego opakowania bigmaka, adaptując ściągnięty z internetu szkic na szkołę dla niepełnosprawnych. Była już prawie gotowa, mimo opozycji obywateli protestujących przeciw dałnom i znajdom. Otwarciu zapobiegła interwencja proboszcza parafii Matki Św Smolnej z argumentem iż w sąsiedztwie mieszkają katolicy i może się zdarzyć że będzie musiał tamtędy przejść kapłan z Panem Bogiem. Zamiast tego przebudowano więc szkołę na żłobek. Ale zdarzyło się że szła nieopodal siostra z zakonu Dzieweczek Bosonogich Smoleńskich z Matką Boską i czart spowodował że poślizgnęła się roniąc Panienkę w błoto. Budowę uznano więc za nieczystą i przywalono kamieniem wielkim, na którym umieszczono drogowskaz do Sanktuarium w Krakowie, gdzie Dzban jeden, czyli stągiew, w której woda w Wino się przemieniła w Kanie Galilejskiej się znajduje, a żeby reszta parceli w takim trudzie dla zakonu od postkomuny odzyskana nie zmarnowała się, zamiast niemoralnego żłobka (bo żeby urodzić trzeba trzeć się najpierw i sparzyć) powstał bar ze sklepem alkohole 24 i z tyłu salon gry na automatach. Przyleciały późno wieczorem bo to daleko z Kolumbii i, proszę Pani, idą, skradają się i myślą sobie: ten dom musimy otoczyć. Jeśli nie otoczymy Otolińskiej, bandyta zobaczy z balkonu i natychmiast ucieknie kanałami, piwnicami, a tak to go mamy! Oliwia stanęła na jednym rogu przy piaskownicy, Lukrecja na drugim koło garaży, Nadia i Pati na 3-cim za śmietnikiem przed Milą i 4-tym przy przejściu do szkoły na Szopena, a Zuzanna z Julietą - iż znały ten dom jak własną pustą kieszeń - uformowały grupę szturmowo-bojową i ruszyły do ataku. Już prawie się wspięły po schodach gdy nagle Zuzannie błysnęła zbawienna myśl: przecież na balkonie zawsze przebywa niejaka Monika Delfin która nie wybiera się tam inaczej jak tylko uzbrojona w telefon i zapas papierosów. Pomyślały wziąć ją do pomocy. |
||
| t/b/c |